poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 5.

   Jego napinające się mięśnie mogłam zobaczyć przez materiał rękawów marynarki. Zacisnął szczękę oraz pięści. Po co go pytałaś ciekawska Maryno?!
Ja i mój wiecznie ciekawy wszystkiego charakter. Dobrze wiem, że cierpi na samo wspomnienie Eleanor, ale i tak muszę się pytać jak zmarła. Panie i Panowie, Jenna Rooney!
- Ona nie zachorowała. - powiedział cicho. - Możemy jechać do domu? Chyba faktycznie jest tu za elegancko. - wstał i zasunął krzesło
- Ale dopiero przyszliśmy... - zaczęłam
- Jedziesz ze mną czy wracasz pieszo?! - uniósł ton, przez co ludzie, którzy siedzieli najbliżej nas podnieśli na chwilę wzrok.
Zawsze musisz wszystko spieprzyć Rooney.
Słabo.
Szybko wstałam i bez słowa ruszyłam do wyjścia za Louisem. Szłam ze spuszczoną głową, aż do samego samochodu. Nie otwarł mi nawet drzwi. Wiem, że pewnie go w pewnym sensie uraziłam, ale fakt faktem. Nie musi się od razu zachowywać jak dupek. Wystarczyło powiedzieć, że nie chce o tym gadać.
Jasne. Dla Ciebie to wszystko takie proste. 
Ugh.
Czym lub kim jesteś irytujący głosiku?
Nową wersją mojej mamy?
Nie, to nie czas na żarty o mojej mamie.
Oczywiście całą drogę jechaliśmy w niekomfortowej ciszy. Nienawidzę.
Gdy Tomlinson zaparkował na podjeździe, koło dawnego garażu mojego ojca, rzuciłam krótkie "pa" i wysiadłam z jego BMW.
Kiedy byłam w połowie drogi do ciemnego i - jak się domyśliłam - pustego domu, zostałam zatrzymana przez mojego dzisiejszego towarzysza. Chwycił mój prawy nadgarstek i odwróciłam przodem do niego.
- Przepraszam. Po prostu nie lubię mówić o tym co się wtedy stało. Wybacz, ale na razie nie mogę Ci powiedzieć. N-nie wiem czy mogę-mogę Ci zaufać. Pewnie gdybyś się dowiedziała... - urwał swoją wypowiedź.
- Nie ufasz mi? - Tylko to byłam teraz w stanie odtworzyć w mojej głowie.
- To nie tak, że nie mam do Ciebie zaufania! Ja...boję się. Boję się, że gdy się dowiesz to się przerazisz.
- Znamy się prawie dwa miesiące! Może to nie tak szalenie dużo, ale ja zdążyłam Ci zaufać! Myślałam...myślałam, że oboje sobie ufamy! Pomagamy sobie nawzajem! Niby czego miałabym się przestraszyć?! Przecież nie zostawię Cię tak nagle!
- Tego nie wiesz...
- Wiem. - pokiwałam głową na znak, że rozumiem co mówię.
Louis wypuścił powietrze z ust i zamknął oczy.
- Dobrze. Powiem Ci. - Lekko ucieszyłam się w duszy. Może jednak mi ufa? - Ale jedziemy do mnie.

                                                                           ***
     Kiedy siedzieliśmy na kanapie w salonie byłam gotowa usłyszeć prawdę o jego żonie.
- Po pierwsze: Jeżeli Ci powiem, zostaje to między nami. Nikomu nie mówisz. NIKOMU. - Pokiwałam głową na znak, że się zgadzam. - Po drugie: Obiecaj, że nie uciekniesz, nie zwolnisz się i nie będziesz się niczego bała. - trochę się zdziwiłam. To aż tak przerażające? Powtórzyłam jednak ruch i znów kiwnęłam głową.
Wdech, wydech i zaczął.
- A więc...ona...Eleanor, pewnego dnia pokłóciliśmy się. Ona miała dość mojej pracy i tego, że prawie cały dzień nie ma mnie w domu, a ja, że ciągle jej coś nie pasuje. Wyszła z domu o godzinie trzynastej i długo nie wracała. Ale dopiero po dwudziestej czwartej zacząłem się niepokoić. Dzwoniłem do jej przyjaciółek, dziewczyn moich kumpli, a nawet do jej matki. Nikt nic nie wiedział. W końcu dostałem sms-a, który załamał mnie na całej linii. Był od chłopaka, którego Eleanor zostawił w zasadzie dla mnie. Wiedziałem tylko, że wpadł w szał kiedy zaczęła się ze mną spotykać. Chris. Napisał, że mogę pożegnać się ze swoją ukochaną, jeśli nie dostanie na jutro na godzinę dwunastą, miliona funtów. - Byłam dosłownie zatopiona w jego opowieści. Ciekawiła, przerażała i smuciła mnie na raz. - Już wtedy nie brakowało mi pieniędzy, więc nie zastanawiałem się długo, ponieważ ona była moich całym światem. Nie wyobrażałem sobie życia bez niej.
      Na drugi dzień byłem równo o dwunastej w jego melinie na obrzeżach miasta. Dziwiło mnie, że nie wziął ze sobą swojej "bandy" - zrobił cudzysłów palcami w powietrzu. - Dotarłem do pomieszczenia, gdzie znajdowali się Chris i Eleanor. Chciałem się rozpłakać, kiedy zobaczyłem ją zapłakaną, przywiązaną do krzesła i z pistoletem przy skroni.

Louis' POV
Podczas mojego opowiadania, wróciła również ta cholerna retrospekcja. Powiedziałem jej mój najcięższy sekret. Co ze mną nie tak? Czuję, że pomimo krótkiego czasu znajomości, zaczynam do niej coś czuć. Nie tylko jest ładna, miła i zabawna, ale też Charlie ją uwielbia. Tak samo jak kochała Eleanor. Moją El...

-Masz kasę! Teraz oddaj mi moją żonę! - krzyknąłem z zaszklonymi oczami zaciskając pięści. Myślałem, że wszystko się ustatkuję. Akurat. 
-Ciebie tez miło widzieć Louisie. - pierdol się. - Czekaliśmy na Ciebie z Elcią, prawda skarbie? - zwrócił się do śmiertelnie przestraszonej dziewczyny. 
Patrzyłem na niego z obrzydzeniem. - Proszę, daj mi już pieniądze. 
-Najpierw Eleanor. - powiedziałem stanowczo. 
-Nie. Najpierw pieniądze. Nie ufasz mi? Kumplu? - chyba się zrzygam.
-Jesteś popierdolonym, zazdrosnym zgredem! Wypuść moją żonę ty skończony psychopato! - wybuchłem wreszcie. 
-Ranisz... - zrobił minę zbitego psa. Aktor marny. 
Rzuciłem torbę z milionem pod nogi tego kutasa. Nareszcie odkleił taśmę z ust El i odwiązał ją. Błyskawicznie znalazła się w moich ramionach. 
- Już dobrze skarbie. Jesteś bezpieczna. - powiedział jej do ucha.
- Nie wydaje mi się. - zauważyłem, że Chris celuje w nas bronią. Nie, nie, nie, nie, nie! - Ostatnie życzenie? - zapytał kpiąc. - Tak myślałem. - rzekł na brak odpowiedzi.
Gdy strzelił nie zdążyłem zareagować Eleanor zasłoniła mnie swoim ciałem, a kula trafił prosto w jej klatkę piersiową. Nie, kurwa! Nie! 
Upadła na podłogę, a Chris szybko zabrał pieniądze i wybiegł z meliny. Nawet nie próbowałem go zatrzymać. Po prostu krzyczałem, żeby Eleanor się obudziła, trzymając jej tracące temperaturę ciało w rękach.
To koniec.
Jej już nie ma.
Straciłem wszystko. 
Zostało jeszcze jedno - Charlie.

Jenna's POV
Nie mogłam kontrolować łez, które teraz samowładnie spływały po moich policzkach. Nigdy nie słyszałam czegoś tak chorego, a za razem totalnie smutnego. Louis schował twarz w dłoniach, a ja zakryłam ręką usta cicho łkając.
- A wiesz co jest najgorsze? - spytał łamiącym się głosem.
Pokręciłam przecząco głową, nie mogąc wydobyć z siebie nic.
- Że odeszła pokłócona ze mną. Gdyby wtedy nie wyszła...była by tu teraz. Żyła by. To moja wina! Wszystko to moja pieprzona wina, rozumiesz?!
- Co? Nie! Nie obwiniaj siebie! Jeśli on na nią polował, to prędzej czy później i tak to musiałoby się stać! Louis, to nie twoja wina! Eleanor na pewno Ci wybaczyła. Dalej mocno Cię kocha, tak?
- Sam nie wiem...to gówno! - Natychmiastowo przytuliłam chłopaka najmocniej i najczulej jak potrafiłam. Nie musiał się schylać, ponieważ wcześniej zmieniłam pozycję, klęcząc teraz na kolanach, przez co jesteśmy tego samego wzrostu. Schował twarz w zagłębieniu mojej szyi. Poczułam jego łzy. On płakał. Serce pękało mi na tysiąc kawałków.
- Myślałem, że będziesz przerażona i uciekniesz, a potem się zwolnisz. Dlatego nie chciałem Ci mówić. Wybacz. - powiedział, gdy odsunęliśmy się od siebie.
- Rozumiem. Ale ja taka nie jestem. Szczególnie teraz, kiedy wiem, co się stało, będę Cię wspierać. Dziękuję, że mi powiedziałeś. - uśmiechnęłam się lekko. - Ale powiedz mi jeszcze jedno. Czy ktoś jeszcze wie?
- Moi kumple. To oddzielna historia. - spuścił głowę.
- Posłucham. Jeśli oczywiści mogę wiedzieć. - zamrugałam kilkakrotnie.
- Po śmierci El, postanowiłem, że się zemszczę. Nie odpuściłem temu gnojowi.
Liam, Niall, Harry i Zayn pomagają mi go znaleźć. Tak na prawdę Eleanor zginęła rok temu. Dokładnie w lutym tamtego roku. Do stycznia tego roku Charlie zajmowała się moja teściowa. Potem stwierdziła, że już nie daje rady. I tak zacząłem szukać opiekunki.
Teraz oprócz pracy w firmie stryja, zajmuję się szukaniem Chrisa. A oni mi pomagają. Chcę go znaleźć i wytorturować aż zdechnie. - powiedział z obrzydzeniem.
Poniekąd go rozumiałam. Bez skrupułów zabił jego żonę. Osobę, którą kochał na życie. - Zawsze trzymamy się razem. Teraz głównie zajmujemy się namierzaniem tego skurwiela. - Więc teraz nie chodzi do firmy, tylko pracuje w tak jakby...gangu? Pociągające i straszne w jednym. - Chciałabyś-chciałabyś ich poznać?
Whoa. Takim gangsterom się nie odmawia, mała
Pfff. To mój szef i przyjaciel. Jaki gangster głupi umyśle?
Nie oszukuj się. Kręci Cię to jak cholera.
- Um-Ja-No-Nie wiem. - zająknęłam się.
- No dalej. Nie martw się. Są strasznymi dzieciakami. - zaśmiał się, czym dodał mi trochę otuchy.
- No dobrze...nie będzie. - uległam.
Nah, nic dziwnego. To Louis.
Zamknij się.
- Świetnie. - ukazał rząd białych zębów. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę jak radził sobie mniej więcej po śmierci Eleanor, gdy w pewnym momencie, kiedy opowiadałam o moich wtopach w podstawówce, nagle złączył nasze dłonie tak, że palce się przeplotły. Zaskoczył mnie, ale nie przerwałam mówić, ani się nie  wyrwałam. Tak minął wieczór. Niestety o godzinie dwudziestej trzeciej musiałam iść do domu, bo mama pewnie już jest i się martwi, ale oczywiście Louis powiedział, że o tej porze mnie nigdzie nie puści, więc ze zmęczenia nawet się nie sprzeciwiałam i tylko napisałam do niej wiadomość. Zostaję na noc u szefa. Normalny człowiek by mnie wyśmiał.



-------------------------------------------------------
Helo melo 3 2 0! haha
No to wróciłam :D A ze mną dłuższy rozdział.
Może dłuższy, ale ujmijmy, że jest znośny :(
I jak? Shippujecie Lennę? ;D Myślicie, że coś między nimi zaiskrzy? A może ktoś jeszcze nie powiedział całej prawdy?
Dobijecie do chociaż 2 komentarzy? Dla mnie? :) To mnie motywuje, a gdy komentuje ledwo jedna osoba to mam wrażenie, że to opowiadanie jest beznadziejne (bo pewnie jest).
ILYSM <3 Do następnego!
NOWE ROZDZIAŁY W KAŻDĄ NIEDZIELĘ!

1 komentarz: