poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 6 1/2

   Po tym jak Louis wskazał mi łazienkę, dał ubrania i nakierował czego mogę użyć do - jak to nazwał - "damskiej pielęgnacji", zamknął za sobą drzwi, a ja przekręciłam zamek. Jedna z wielu jego łaźni (inaczej tego nie można nazwać, tam była nawet sauna!) pomalowana była na kolor biały, a na górze widniał szary pasek. Podłoga to zwykłe białe i kremowe kafelki. Wyposażenie oprócz sauny to wanna i prysznic. Dlatego, iż pomieszczenie znajduje się na samej górze, jest też okno. Po dokładnym obadaniu miejsca, w którym się mieszczę, pozbyłam się ubrań ze swojego ciała, składając je. Zadecydowałam, że wezmę szybki prysznic, aby zmyć z siebie te emocje po historii Tomlinsona, a za razem stres przed zapoznaniem się z jego znajomymi. To dziwne. Znamy się od nie całych dwóch miesięcy, a ja znam już jego przeszłość, czym naprawdę się zajmuje, byłam z nim na kolacji, a teraz dodatkowo poznam chłopaków, którzy z nim współpracują, chociaż nie wiem dlaczego i nocuję tutaj, bo nie chce, aby coś mi się stało. Myślę, że to po części dzięki Charlie tak się zbliżyliśmy. Gdyby nie ta mała osóbka, nie poznalibyśmy się. Potrząsając głową w lewo i w prawo, odgoniłam wszystkie myśli zaprzątające mój umysł i odkręciłam letnia wodę. Wzięłam do reki wcześniej zabrany ze sobą żel pod prysznic. Zamknęłam oczy, gdy woda oblewała mnie strumieniami, a później zaczęłam rozsmarowywać żel na ciele. Spędziłam tam chyba 15 minut, po czym wytarłam się oraz zawinęłam włosy i tułów w ręcznik. Kiedy dotarłam do półki z moim przebraniem na tę noc, zrzuciłam ręcznik i chwyciłam w ręce cienką, damską koszulę. Domyśliłam się, iż należała kiedyś do Eleanor. Pewnie nie wyrzucił jej rzeczy, żeby mieć pamiątkę. To było straszne chodzić w ciuchach zmarłej, ale równocześnie bardzo miłe, bo dał mi coś, co należała do osoby, którą kochał. Następnie nałożyłam dresowe spodenki, które były trochę przykrótkie. Podsuszyłam włosy i zostawiłam je rozpuszczone.
   Po skończonej toalecie zabrałam ze sobą swoje dzisiejsze odzienie i wyszłam z łazienki. Po drodze do pokoju gościnnego zajrzałam jeszcze do Louisa. Spał, tak jak myślałam. W końcu już późno. Zauważyłam,że zasnął nie wchodząc po kołdrę, więc po cichu weszłam do środka. Wzięłam koc i starając się go nie obudzić, przykryłam. Kiedy miałam już wychodzić usłyszałam głos.
- Jenn? To ty? - zapytał zaspanym głosem.
- Tak. Przepraszam, weszłam tylko sprawdzić czy śpisz. Nie chciałam Cię obudzić...- uśmiechnęłam się lekko, chociaż wiedziałam, że przez ciemność panująca w pokoju pewnie nie zauważył.
- Nic się nie stało. Zostaniesz? - w jednej chwili przeszły mnie ciarki. Zawahałam się chwilę, ale w pewnym sensie było mi go żal. Codziennie musiał spać sam. To nic takiego. Potowarzyszę mu tylko.
- Um...ok.
Ponownie podeszłam do łóżka i weszłam pod pierzynę, gdy tylko Louis się przesunął. Wcześniej nakryty przeze mnie koc spadł na podłogę, ale nie miałam już siły go podnieść. Ułożyłam się wygodnie utrzymując odpowiednią odległość między mną a chłopakiem. Nie potrwało to jednak długo, ponieważ przyciągnął mnie do swojej klatki piersiowej. O dziwo nie zaprotestowałam. Nie wiem czy dlatego, że byłam zbyt wykończona czy dlatego, że mi to nie przeszkadzało.
To drugie.
O nie, znowu Ty?
Nagle poczułam jego łaskoczący zarost na mojej odkrytej lewej łopatce.
- Pachniesz jak ona. - wymamrotał cicho, jednak tak bym mogła go usłyszeć.
To stwierdzenie zbiło mnie z tropu. To dobrze czy źle? Jest zły, że użyłam jej rzeczy?
Oczywiście, że nie. On za nią tęskni, a ty mu właśnie pomagasz.
Czyżby?
Moje myśli przerwał sen, który nadszedł znienacka.
 
                                                                           ***

   Po przebudzeniu, pierwsze co zwróciło moją uwagę to to, że Louis mocno mnie obejmował. Lekko się wzdrygnęłam. Najdelikatniej jak potrafiłam, wydostałam się z jego - bardzo wygodnego - uścisku i po cichutku jak myszka, wymknęłam się z pokoju po drodze zabierając swoje ubrania. Udałam się prosto do łazienki. Powtórzyłam wczorajszy prysznic, jednak starałam się nie zamoczyć mocno włosów. Wytarłam swoje ciało, przebrałam się w swoją odzież z dnia wczorajszego, a włosy związałam w wysoka kitkę.
To może bezczelne, ale doszukałam się kosmetyków, które należały sami wiecie do kogo i zrobiłam lekki makijaż. Poskładałam moją "piżamę" kładąc ja na półce po czym wyszłam z łazienki.
Postanowiłam zrobić na śniadanie naleśniki, gdyż na razie tylko to potrafię przyrządzić. Tak, mam 18 lat, zgadza się. Naszykowałam potrzebne naczynia i składniki. Musiałam się postarać, bo tym śniadaniem chciałam też podziękować chłopakowi za to, że mogłam tu przenocować.
    Za kilka minut danie było gotowe, więc rozłożyłam talerze i nałożyłam nam po trzy naleśniki. Dodatkowo znalazłam w lodówce syrop czekoladowy, którym polałam nasze śniadanie. Louis jeszcze nie wstał, dlatego postanowiłam pozmywać naczynia. Nie było problemu, ponieważ przygotowane przeze mnie jedzenie było jeszcze ciepłe. Gdy miałam już kończyć, poczułam dwie silne ręce na moich biodrach przez co podskoczyłam. Nie musiałam się chyba długo zastanawiać kto to.
- Louis! Przestraszyłeś mnie! - odwróciłam się do niego wycierając mokre ręce.
- Przepraszam - ukazał rząd białych zębów. Boże, te oczy.
- Uh...ja-przygotowałam śniadanie.
- Widzę, wygląda pysznie. - O matko, dopiero teraz zdążyłam zauważyć, że jest w samych bokserkach.
Cóż to za rumieniec?
Bez jaj, każdy by się zarumienił.
Zawtórowałam mu i także usiadłam na swoim miejscu. Rozpoczęliśmy jeść posiłek, a ja odetchnęłam z ulgą, bo naleśniki nie wyszły najgorzej. Wręcz to chyba najlepsze jakie kiedykolwiek zrobiłam.
- Nawet moja mama nie robi takich naleśników. - odezwał się z pełną buzią.
- Ja też nie, to wyjątek - uśmiechnęłam się na co Louis się zaśmiał.
Po spałaszowaniu posiłku, pozmywałam kolejne naczynia, a Tomlinson zdążył ubrać się za ten czas.
- O trzynastej przyjeżdża moja mama z Charlie. Chcesz iść do domu? - zadał mi pytanie.
- W zasadzie mogłabym iść się przebrać. Mam już dosyć tej sukienki.
- W porządku. W takim razie widzimy się o trzynastej. - posłał mi uśmiech, który odwzajemniłam.
Tak więc ruszyłam w stronę holu. Ubrałam moje buty, płaszcz. Wzięłam jeszcze moją kopertówkę i wyszłam z posiadłości Louisa.

______________________________________________
Siemka Pyśki :)
Na początek przepraszam, że rozdział nie pojawiał się tak długo. To wina braku weny :/
Tak więc to jest pierwsza część 6 rozdziału. Druga pojawi się koło środy-czwartku.
Jeszcze jednak sprawa. Chciałabym, żeby każdy kto to czyta skomentował. Nie musicie się rozpisywać. Zadowoli mnie nawet takie coś --> . <--. Mam nadzieję, że się podoba :) ILY <3
PS Nowy blog klikklikklik


2 komentarze:

  1. Łał szybko ;) Super rozdział. Awww Louis jaki słodki <33333 Czekam na nexta Dominika :* ps zapraszam do mnie http://polishfriends216.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział :) Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń