Zanim się obejrzałam minął mi pierwszy miesiąc pracy w domu Louisa. Nie powiem, pracowało mi się świetnie, tym bardziej, że pokochałam ta mała, uroczą dziewczynkę jaką jest Charlie. Myślę, że ona chyba też mnie polubiła, ponieważ z opowiadań jej ojca, bez przerwy się o mnie pyta. Co do Louisa, zaprzyjaźniłam się z nim. Dowiedziałam się z naszych rozmów między przerwami w mojej pracy, jak i przed jego wyjściem trochę o jego zmarłem żonie. Miała na imię Eleanor i była - jak udało mi się zobaczyć na zdjęciach - śliczną, młodą dziewczyną. Wiele ładniejszą ode mnie. Jednak przyczyny jej śmierci nie znam. Pokazał mi swoją willę w miejscach, w których jeszcze nie byłam, a było ich dość sporo. Znajdowały się w niej między innymi: dwie sypialnie, pokój gościnny, trzy łazienki, oraz pokój zabaw dla Charlie.
Dostałam również pierwszą wypłatę. Kiedy zobaczyłam ile pieniędzy było w kopercie, o mało co nie straciłam przytomności, gdyż zarobiłam więcej, niż moja matka przez dwa miesiące.
Jednym słowem - wspaniale.
Ale wydarzyły się też rzeczy bardziej przykre, które były lekkim rozczarowaniem, jak na przykład rozwód moich rodziców czy nagła śmierć siostry mamy. to drugie szczególnie przeżyłam, bo nie spodziewałam się, że tak młoda kobieta może dostać ataku serca i umrzeć. Oczywiście Louis pocieszał mnie i mówił, że przeżył podobną sytuację i nie mogę się zbyt długo użalać bo skończę na podejrzeniu depresji, tak jak on.
Dziś Tomlinson ma wolne, lecz prosił , aby przyszła, bo Charlie podobno nie przestaje płakać i pytać o mnie. Pośpiesznie ubrałam na siebie ze względu na jesienną pogodę czarny golf, czarne rurki, rozpuszczając włosy, a przy wyjściu zarzuciłam na siebie czerwony płaszczyk i ubrałam czerwone botki. Wyszłam z domu i szybko znalazłam się na posesji Tomlinsonów, ponieważ furtka była otwarta i natychmiast zapukałam do drzwi. Nie otworzył mi tak jak się tego spodziewałam Louis, ale starsza kobieta z krótkimi, ciemnoczerwonymi włosami i okularami na nosie. Miała szczupłą sylwetkę, a ubrana była w kwiecistą sukienkę sięgającą za kolana.
- Kim pani jest? - zapytała zdziwiona staruszka i poprawiła okulary.
- Um...ja...jestem opiekunką Charlie... - zająknęłam się.
- Mamo, idź do salonu! Proszę! - przybiegł nagle rozgoryczony Louis i stanął u progu, gdy jego - jak się już dowiedziałam - jego matka. - Przepraszam Jenn, wejdź proszę. - Wskazał mi, abym weszła do środka, a ja wykonałam krok do przodu co sprawiło, że znalazłam się w holu.
- Uh...Louis? Wyjaśnisz mi o co chodzi? - zatrzymałam go, gdy chciał wejść do salonu, ciągnąc lekko za ramię. - Powiedziałeś, że mam przyjść.
- Przepraszam...nie wiedziałem, że ONA się pojawi. - przyciszył głos i powiedział spoglądając na mnie w dół, bo oczywiście jestem od niego cholernie niższa. Ugh. - Charlie cały czas płakała. Mówiła, że tęski za ciocią. A sprawa pogorszyła się kiedy przyjechała moja matka. Powiedziała, że zabiera Charlie na weekend do siebie. Nagle zachciało jej się mi pomóc. Nie wiem czy Charlie wytrzyma bez ciebie.
Odetchnął, a ja rozszerzyłam oczy. Będzie tęsknić? Za mną?
- W takim razie...pożegnam się z nią, pogadam trochę i wszystko będzie okej. - znów moja dłoń dotknęła jego ramienia. Popatrzałam mu w oczy i uśmiechnęła się delikatnie, co odwzajemnił.
Ruszyłam przez salon do pokoju dziewczynki i zobaczyłam ją siedzącą smutno na łóżeczku, przytulającą się do białego, dużego misia i różową żyrafę. Podeszłam do niej, a ona spojrzała na górę i gdy zobaczyła, że to ja, rzuciła swoimi przytulankami i rzuciła się na mnie ze smutkiem w oczkach. Wzięłam ją na ręce i myślałam, że pęknie mi serce kiedy zaczęła cicho szlochać. Nigdy nie widziałam takiej Charlie. Ewidentnie coś musiało się stać. Usiadłam na łóżku z dziewczynką na kolanach, a ona dalej tuliła się do mojej szyi.
- Co się stało kochanie? - zapytałam cichutko, gładząc jej policzek.
- No bo nie było cię wcoraj i ja tęskniłam i tatuś powiedział ze jutro do ciebie zadzwoni i ty psyjdzies się ze mną pobawić ale mi było smutno bo ja chciałam wcoraj i płakałam...i dzisiaj psyjechała babcia i powiedziała ze zabieze mnie na sobote i niedzielę do domu ale ja nie chce bo ja chce zostać z tatusiem i tobą - mówiła szybko i pociągała noskiem między niektórymi wyrazami. Co mogłam zrobić?
- Skarbie...babcia też bardzo Cię kocha. Tak jak tatuś. Pojedziesz do niej na dwa dni i zanim się obejrzysz znowu będziemy się bawić domkiem dla lalek. - uśmiechnęłam się. - A jeśli nie pojedziesz to zrobisz babci przykrość, a tego chyba nie chcesz, prawda? - zapytałam poważnie. Dziewczynka pokręciła główką.
- No właśnie. To jak? Będziesz grzeczna i pojedziesz z babcią? - zadałam pytanie łaskocząc ją lekko na co się zaśmiała i pokiwała na tak. - W takim razie możesz zabrać ze sobą pana misia, albo pana żyrafę. Jednego zostaw mi, bo gdy będę tęsknić to się do niego przytulę, a gdy ty będziesz tęsknić to zrobisz to samo, dobrze?
- Dobze! - podskoczyłam na moich kolanach i podała i białego misia.
- To chodź, teraz zejdziemy na dół. - pokierowałam i chwyciłam Charlie za rączkę. Zeszłyśmy ostrożnie ze schodów, na dole spotykając zdziwione spojrzenia Louisa i jego mamy.
- Umówiłyśmy się, że kiedy Charlie albo ja będziemy tęsknić, to przytulimy nasze misie i wszystko będzie dobrze, prawda słonko? - zwróciłam się do małej.
- Tak! - krzyknęła radośnie.
- Niesamowite... - mruknęła kobieta pod nosem. - Nie ważne. No więc Charlie, skarbie. Chodź już do samochodu. - podała jej rękę, a ja chwyciłam rękę misia i pomachałam nią do dziewczynki, a ta odmachała swoją ręką. Po pożegnaniu Louisa z mamą i córką, zamknął drzwi i wrócił do mnie, do salonu.
- Dziękuję. Bardzo dziękuję. Nie wiem co bym bez Ciebie zrobił. - podszedł i przytulił mnie mocno.
- Naprawdę nie ma za co. Po to tu jestem. - odwzajemniłam uścisk.
Jeszcze chwilę tak staliśmy wtuleni w siebie, kiedy Louis odsunął się i spojrzał mi w oczy.
Spojrzał Ci w oczy tymi swoimi zniewalającymi, zielono - niebieskimi tęczówkami.
Chwila moment...co to było?
- Jenna?
- T-tak? - znów się przy nim zająknęłam.
- Mam jeszcze parę dni wolnego i teraz gdy nie ma Charlie...tak sobie myślałem...może dasz się zaprosić na kolację? - przymrużył oczy ze zdenerwowaniem
Co było cholernie słodkie.
Zamknij się.
Dotarło do mnie, że ten oto Louis Tomlinson właśnie zaprosił mnie na kolację. Rany.
Zgódź się. Zgódź się. Zgódź się!
- Um...okej. Z przyjemnością gdzieś wyskoczę. - odpowiedziałam na jego propozycję. Jego mięśnie się rozluźniły, a ja dopiero teraz dostrzegłam jego tatuaże, ponieważ wcześniej nosił przeważnie swetry. Miał ich mnóstwo. Ale dodawało mu to...
A więc zwróciłaś na to uwagę, hm?
Co do...?
Powiedz po prostu, że jest seksowny.
Jest i to bardzo.
Chwila...
NIE!
- To świetnie. - widać, że mu ulżyło.
- Więc co proponujesz?
- Um...myślałem nad "Definition". - szczęka mi opadła. Dosłownie.
- Ale to jest najdroższa i najelegantsza restauracja w mieście. Nie stać mnie na okruszki z ich śmietnika. - zatrzepotałam rzęsami.
- Dlatego właśnie JA Cię tam zabieram i JA płacę za wszystko. - gdyby moja szczęka była z gumy, zbierałabym ją z podłogi.
- Ja - um - to- uh-jej - dobrze - jąkałam się, na co chłopak zaśmiał się głośno i odetchnął trochę tak jakby...nie dowierzając?
- Będę po Ciebie jutro o 19, tylko podaj mi adres. - podałam mu potrzebną informację, a kilka minut później wracałam już z wielkim uśmiechem na twarzy do domu. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Ally.
- No witaj kocie! - przywitała mnie wesoło.
- Cześć myszo! - odpowiedziałam równie radośnie co ona.
- Uuu...co ty taka cała w skowronkach? - zapytała z takim czymś w głosie, że nie mogłam pohamować śmiechu.
- Ja? No co ty?
- Gadaj. JUŻ. - podkreśliła słowo "już"
- Louis zaprosił mnie jutro na kolację do Definition, ale to tylko przyjacielski wypad... - powiedziałam już spokojnie.
- Do Definition? I to dla Ciebie jest "przyjacielski wypad"? - zapytała z pretensją.
- No...tak. - spuściłam głowę na dół.
- O której ma po ciebie przyjechać? - zapytała poważnie.
- Dziewiętnasta. - odpowiedziałam
- Będę jutro o piętnastej i idziemy na zakupy. Pa! - rozłączyła się zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć.
pokręciłam tylko z rozbawieniem głową i ruszyłam dalej przed siebie. Bo była godzina szesnasta, więc resztę drogi do domu spędziłam na zastanowieniu się co będę robić przez resztę dnia, po czym zdecydowałam się na oglądanie nudnych filmów na kanapie, zajadając się popcornem.
___________________________________________________________
No witam! :D
No cóż...zacznę od tego, że po ostatnim rozdziałem był jedynie 1 komentarz, a ja prosiłam chociaż o 2 :(
Zrobicie to dla mnie i będzie chociaż 2 komentarze? Proszę. Staram się przy pisaniu tego opowiadania najlepiej jak potrafię i nie wiem czy moja praca się dla kogoś liczy :(
Przy okazji, mam pytanie do Was. Chcecie, aby pod każdym rozdziałem pojawiały się tak ze dwa gify jak pod tym?
PS Nowe rozdziały będą pojawiać się w niedziele :)))
ILY <3


Przepraszam, ale zapomniałam zostawić komentarz do 2 rozdziału. 2 rozdział był cudowny ;)
OdpowiedzUsuńA teraz przejdźmy do rozdziału 3 - ten jest zajebiaszczy ;)
Pisz dalej plis ;D
Mrał jaki cudowny rodział *.*
OdpowiedzUsuńPisze ! Kiedy następny ;D
Ahh już nmg się doczekać ;*
Świetny rozdział. Louis <33333 te scenki są najlepsze. Mo tam gify nie przeszkadzają. Czekam na nexta Dominika ;*
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie:http://polishfriends216.blogspot.com/