Obudziłam się z bólem głowy. To oczywiście sprawka tego ostatniego stresu. Najchętniej przeleżałabym cały dzień w łóżku, ale niestety na zegarku widnieje godzina 9:00, co oznacza, że za godzinę mam być już w nowej pracy. Zwlekłam się z trudnością z posłania, biorą do ręki szlafrok i owijając się nim wyszłam z pokoju. Głowa pulsowała niemiłosiernie mocno, ale nie zawale już pierwszego dnia. Schodząc po schodach, dało się zauważyć, że nie ma nikogo w domu, ponieważ nikt nie krzątał się w kuchni. Mama pewnie znów pojechała wcześniej do galerii. Nie mając ochoty na wielkie śniadanie, zjadłam jedynie serek waniliowy, popijając ciepłą kawą. Stwierdziłam, że muszę również połknąć jakąś tabletkę, bo ból nie ustawał, a ja nie miała zamiaru słaniać się po podłodze w domu Louisa. Wolnym krokiem ruszyłam w stronę pokoju, aby przyszykować się do wyjścia.
***
Dochodziłam do tej samej, srebrnej furtki co poprzedniego dnia. Świerze powietrze i tabletki podziałały, dzięki czemu czuję się lepiej, lecz nadal kręci mi się czasami w głowie. Zadzwoniłam domofonem, oznajmiając, iż przybyłam do pracy. Po chwili szłam już dróżką przez ogród. Nie musiałam długo czekać, żeby drzwi się otwarły, a w nich stanął Tomlinson. Wymieniliśmy się uśmiechami, rzucając krótkie "Cześć".
Zostawiłam buty w korytarzu, i przeszłam do salonu, gdzie bawiła się mała Charlie. Kiedy tylko mnie zobaczyła od razu podbiegła do mnie i przytuliła się do mojej łydki.
- Witaj skarbie! - przywitałam się radośnie, biorąc dziewczynkę na ręce i obracając wokół własnej osi.
- Ciocia psysła! - zaklaskała w dłonie.
Louis zaśmiał się cicho, po czym poszedł na górę. Usiadłam z córką mojego nowego szefa na podłodze i zaczęłyśmy się wspólnie bawić lalkami. Nagle Louis zszedł na dół i uśmiechnął się do mnie co odwzajemniłam.
- Chcesz się czegoś napić? - zapytał kierując się w stronę kuchni.
- Właściwie tak, proszę. Mam straszne zawroty głowy od rana. Wody jakbyś mógł. - wstałam, przepraszając na chwilę Charlie. Udałam się za nim.
- Dziękuję. - uniosłam kąciki ust ku górze i odebrałam kubek z wodą. Kiedy wypiłam ciecz, umyłam po sobie kubek i podałam mężczyźnie, który schował go do szafki.
Zauważyłam, że na stole stoją nie umyte naczynia, więc postanowiłam się nimi zająć.Wstawiłam je do umywalki i odkręciłam ciepłą wodę.
- Nie musisz... - odwrócił się do mnie
- Spokojnie - uśmiechnęłam się do niego. Chciałam podejść po nową gąbkę, bo ta była już bardzo zniszczona, ale oczywiście nie zwróciłam uwagi na jedną z zabawek na ziemi i się potknęłam. Pech chciał, że wleciałam prosto w ramiona Tomlinsona, który stał blisko, chcąc przekonać mnie, abym nie zmywała. Dłonie miałam na jego barkach, a reszta ciała opierała się o niego. Patrzyliśmy sobie w oczy, ale zdecydowanie to on miał te ładniejsze.
- P-Przepraszam. Niezdara ze mnie. - ocknęłam się i oddaliłam od chłopaka, spuszczając głowę w dół i wznowiłam poszukiwania gąbki.
- Nie, przecież nic się nie stało - podrapał się po karku i chwycił teczkę w dłonie.
- Masz bardzo ładne oczy... - wymsknęło mi się.
- Dziękuję, ty też - spojrzał na mnie, a moje policzki powoli piekły.
Gdy zmywałam naczynia, spostrzegłam, że Louis stoi za mną i obserwuje co robię, Kiedy skończyłam, wytarłam ręce i odwróciłam się idąc powoli do salonu, w którym wciąż bawiła się mała.
Zaraz za mną wyszedł Tomlinson.
- To ja się zbieram. Będę miedzy 19 a 20. Może być? - spojrzał na mnie wyczekująco
- Tak, jasne. Oczywiście - zaczęłam się jąkać i kiwać głową.
Lou zachichotał.
- Spokojnie, nie dnerwuj się. - podszedł o złapał mnie za ramię. Aż przeszły mnie ciarki. - Zbieram się. Do zobaczenia Jenn. - nazwał mnie zdrobniale, jeju. Dlaczego się tym przejmuję? - Pa Charlie, słonko. - pomachał jej na do widzenia, a po chwili opuścił dom.
- No to zostałyśmy same... - usiadła koło dziewczynki na dywanie i pogłaskałam po cienkich włoskach.
- Pobawimy się w domek? - uniosła na mnie swoje oczka. Miała je po Louisie.
Pierwszy dzień zleciał mi bardzo szybko. Zanim się obejrzałam, Charlie smacznie spała, a ja z nudów zaczęłam sprzątać. Zawsze to robię, gdy się nudzę. Tak wiem, dziwne...
W salonie pościerałam kurze, pozamiatałam i umyłam podłogę, a w kuchni wypucowałam wszystko co do małego szkiełka. Zajęło mi to sporo czasu, ale efekt świetny. Spojrzałam na zegarek. Wybiła 19:30. Jak na zawołanie usłyszałam klucze w zamku. Upewniłam się, że jest to Tomlinson i zostałam w holu, aby się przywitać i ostrzec, iż jego córka śpi.
- Tylko mi nie mów, że sprzątałaś...- rozglądał się dosłownie wszędzie.
- Nudziło mi się kiedy Charlie zasnęła, więc posprzątałam trochę. W kuchni też. - uprzedziłam go, ale zdążył już tam wejść. Stanął nagle w miejscu, po czym odwrócił się do mnie.
- Jesteś niesamowita. Widzę, że jednak dobrze zrobiłem.
- Nie przesadzaj, to tylko...- odezwałam się
- Tylko? Wysprzątałaś na błysk dwa pomieszczenia nieprzeciętnej wielkości. - obydwoje się zaśmialiśmy.
- To ja się chyba zbieram. - zakołysałam się na piętach, trzymając ręce z tyłu.
- Jeszcze raz dziękuję za wszystko. - zatrzymał mnie przy wyjściu i przytulił. Wiem, że tego potrzebował.
Pożegnałam się i ruszyłam do domu.
***
- I jak pierwszy dzień kochanie?! - usłyszałam głos mamy dobiegający oczywiście z kuchni.
- Bardzo fajnie! - odkrzyknęłam radośnie.
- To się cieszę - wyszła z ów miejsca, ocierając ręce szmatką.
- A jak w galerii? - i tak potoczyła się dalsza część wieczoru. Spędziłyśmy ją na obgadywaniu różnych spraw. Jutro następny dzień roboty przede mną, więc po gawędzie, udałam się do łazienki, a z łazienki do łóżka.
_______________________________________________________________
HEEEEJ! :)))
No więc na początek. Przepraszam za krótki rozdział, ale piszę go o 24, bo napisałam wcześniej, ale oczywko genialna ja coś poklikałam i się cały usunął :_____:
A więęęęc...piszcie czy się Wam podoba :) Wasze komentarze bardzo mi pomagają, bo wiem, że ktoś to czyta. Umówmy sie, że 2 komentarze = Next :)
ILY xx.
Kiedy następny :*
OdpowiedzUsuńKira, xx