Siedziałam kanapie i oglądałam jakieś nudne seriale, czekając wciąż na telefon. Minęły dopiero 2 dni, a ja czuję się jakby minęła wieczność! Dostałam tę pracę? A może nie? Cały czas zaprzątałam sobie ty myśli.
- Chcesz trochę sałatki? - usłyszałam głos mamy, która wyszła z kuchni trzymając w ręku miskę z zaproponowanym specjałem.
- Nie, dziękuję. Jak myślisz, przyjmie mnie? - zapytałam dosłownie jak niewinna 5 - latka swoją mamę.
- Kochanie, nawet nie jeśli nie...nie będę zła. To ty chcesz iść do pracy. Nie musisz tego robić słonko. - usiadła koło mnie i ucałowała lekko w czoło.
- Ale ja chcę. Chcę Ci pomóc. - mówiłam dalej te same słowa, co przy pierwszej naszej rozmowie.
- Doceniam to. Nawet nie wiesz jak bardzo. - głaskała moje włosy przez chwilę, po czym znów wróciła do kuchni.
Jestem strasznie zmęczona, ponieważ przez te 2 dni nie zmrużyłam oka. Pójdę się trochę zdrzemnąć. Nie dałam nawet rady wejść na górę, więc postanowiłam, że położę się na kanapie. Nawet nie wiem kiedy udało mi się zasnąć.
~~Bonnie~~
To wszystko co wydarzyło się w ciągu tego niecałego tygodnia, zniszczyły mnie emocjonalnie. Zostałam samotną matką z jedną, marną, niezbyt dobrze płatną pracą. Z dnia na dzień. Nie wybaczę Andrew tego co zrobił. Okłamywał mnie przez 3 lata. 3 lata oszustw. To niewiarygodne. Byliśmy tak zgodnym i kochającym się małżeństwem. A teraz? Teraz to wszystko przepadło. Najgorsze jest to, że moje dziecko, moje 17 - letnie dziecko chce iść do pracy. To ja mam za zadanie nas utrzymywać, a nie ona. Cholernie źle się z tym czuję. Ale nie powstrzymam jej, bo wiem, że potrzebujemy tych pieniędzy. Kocham ją tak bardzo. Nie chcę, żeby ona również straciła kontakt z ojcem. Nie na to pracowaliśmy te 17 lat. Jaka ja byłam głupia, żeby się nie domyśleć!
Kiedy wyszła jeszcze po raz kolejny z kuchni, aby zapytać się czy na pewno nie chce niczego zjeść, ujrzałam Jennę śpiącą na kanapie. Mówiła mi, że nie spała te 2 dni, bo myślała o tej pracy. To wszystko moja wina....
Wzięłam koc z jej pokoju i przykryłam ją do bioder. Pocałowałam ją delikatnie we włosy i przejechałam dłonią po jej barku. Wyłączyłam telewizor i znowu wróciłam do kuchni.
~~Jenna~~
Obudził mnie znany mi dzwonek telefonu. Wiedząc kto to może być, zerwałam się z kanapy i podbiegłam do stolika stojącego obok telewizora. Nie myliłam się. Osobą, która dzwoni była Ally. Pośpiesznie przejechałam kciukiem po zielonej słuchawce na moim Iphonie i przyłożyłam słuchawkę do ucha.
- Halo? - odezwałam się, chociaż wiedziałam kto stoi po drugiej stronie.
- Masz tę robotę! Masz te robotę! - usłyszałam wesoły krzyk mojej przyjaciółki, a zaraz po tym oby dwie zaczęłyśmy piszczeć i cieszyć się. Dziwne, że nikomu to nie przeszkadzało o szóstej nad ranem.
- Słuchaj, podam Ci adres Louisa i parę informacji, ok? - poinformowała Al spokojniejszym głosem.
- Jasne - wypuściłam powietrze z płuc i wzięłam najbliżej leżącą kartkę z długopisem.
Gdy Styles dyktowała mi potrzebne informacje, usłyszałam kroki na schodach. Odwróciłam się i zobaczyłam zdziwioną mamę. Uśmiechnęłam się do niej szeroko, dając znać z kim rozmawiam i co się stało. Od razu domyśliła się o co chodzi i pokazała dwa kciuki w górę, razem z równie szerokim bananem na twarzy.
- No więc słuchaj. Jego żona umarła całkiem niedawno. W tamtym miesiącu. Został sam z 4 - letnią córką o imieniu Charlie. Do opieki nad dzieckiem zatrudniał wiele nianiek ale żadna mu nie odpowiadała. Ponoć jest bardzo ostry co do ludzi. Wie kiedy coś mu w nich nie pasuje. - Trochę przestraszyłam się, że nowy szef może mnie nie zaakceptować i skończę jak te poprzednie opiekunki, ale ja uwielbiam dzieci takie jak Charlie i myślę, że mam z nimi dobry kontakt. - Resztę sobie z nim ugadasz. Masz się stawić dziś o szesnastej.
- Jasne, podziękuj jeszcze raz Harry'emu! - upomniałam się podekscytowana i gdy się pożegnałyśmy, błyskawicznie pojawiła się myśl. W co się ubiorę? W dosłownie trzy sekundy znalazłam się w swoim pokoju i zaczęłam przeszukiwać szafy. Nic. Zupełna pustka. Jedyny odświętny strój to zestaw na apele szkolne.
Załamana usiadłam na łóżko, lecz moja samotność nie trwała długo. Do pokoju weszła mama, która najpierw spojrzała na bałagan spowodowany moimi poszukiwaniami, a później na mnie. Zajęła miejsce koło mnie i objęła ramieniem.
- Coś nie tak? - zapytała troskliwie patrząc na mnie.
- Nie...znaczy tak. Nie wiem w co mam się ubrać. W sensie...mam sama ciuchy, w których chodzę na co dzień. Nic galowego.
- Ależ kochanie! to nic! - zwlekła się z łóżka i uklękła przede mną, chwytając moje kolana. - Ubierz się i zachowuj normalnie. Po prostu bądź sobą! To najlepsze rozwiązanie.
- Ale podobno on jest bardzo wybredny co do opiekunki jego córki. Nie chcę wyjść na...
- Uwierz mi, że Cię polubi. Tak samo jego córka. Bądź tylko sobą i nikogo nie udawaj.
- Dziękuję mamo. - przytuliłyśmy się, a ja już wiedziałam co zrobię. Będę sobą i jeśli mnie nie zaakceptuje taką, jaką jestem...znajdę pracę w spożywczym.
- Zrobię Ci śniadanie. - oznajmiła i wyszła.
Postanowiłam ubrać się w czarne rurki, bokserkę i uczesać się w wysoką kitkę.
Kiedy uznałam, że wyglądam znośnie, udałam się do jadalni, w której czekało na mnie śniadanie.
Po zakończeniu jedzenia, wstawiłam naczynia do zmywarki i spojrzałam na zegar. Wybiła równa ósma. Dopiero.
***
Kiedy dotarłam na miejsce, sprawdziłam po raz setny czy dobrze trafiłam i gdy widniała dokładnie szesnasta, zadzwoniłam domofonem. Bez żadnego słowa, furtka została otwarta, a ja weszłam na ogromną posesję z niesamowicie szybko bijącym sercem. Stanęłam przed drzwiami, które jak na zawołanie otworzyły się, a po drugiej stronie stanął brunet z lekkim zarostem o głębokich, błękitnych oczach, w których dosłownie można było utonąć. Nasze spojrzenia się spotkały, prze co staliśmy chwilę w ciszy.
-Dz-Dzień Dobry. Ja do pana L... - jąkałam się miedzy wyrazami, aż w końcu chłopak przejął głos.
- We własnej osobie. - przerwał i delikatnie jego kąciki ust uniosły się ku górze. - Zapraszam panno Rooney. - Znał już moje nazwisko. WoW.
Szczerze mówiąc, myślałam, że mój nowy pracodawca będzie starszy i...jakby to powiedzieć...nie tak bardzo przystojny? Stop.
Weszłam do środka i zdjęłam moje czarne vansy, które chwilę potem ułożyłam starannie w kącie holu.
Przeszliśmy do salonu. Ogromnego salonu.
- Usiądź proszę. -wskazał ręką na fotel na przeciwko drugiego, na którym sam spoczął.
- Bardzo ładnie pan mieszka - przyznałam trochę nieśmiało, lecz powiedziałam prawdę. Ma śliczne mieszkanie, chociaż nie widziałam pewnie połowy jego domu.
- Jestem Louis. Louis Tomlinson. Mów mi po prostu Louis albo Lou. - wyciągnął rękę, a ja z zaskoczenia otworzyłam trochę szerzej oczy. Czyli mam mu mówić po imieniu? Szybko.
- Um...Jenna Rooney. Ale to już chyba pan...chyba już to wiesz. - poprawiłam się.
- Dobrze, a więc przejdźmy do spraw. - zaczyna się poważnie. - Lubisz dzieci? - dziwne pytanie.
- Oh, oczywiście! Kocham dzieci i uwielbiam się nimi zajmować! Chodzić na spacery, bawić się z nimi, usypiać je... - rozgadałam się zapominając, że rozmawiam z bardzo "wybrednym" ojcem.
Usłyszałam cichy chichot, co przywróciło mnie do rzeczywistości.
- P-Przepraszam rozgadałam się. - spuściłam głowę i przyciszyłam głos.
- Jeszcze nigdy nie spotkałem tak rozgadanej dziewczyny. Zawsze gdy pytałem się poprzednich opiekunek czy lubią dzieci, dawały mi krótkie odpowiedzi typy "Owszem" "Jasne" "Naturalnie", a potem okazywało się, że sobie nie radzą.
- No cóż...trzeba mieć podejście do dzieci i rozumieć je mimo wieku. troszczyć się o nie. - znów tak jakby odpłynęłam.
Nagle naszą rozmowę przerwał płacz. Jak się domyśliłam, był to płacz dziecka.
- Przepraszam na moment. - I zostałam po chwili sama. Jednak co mnie zdziwiło to to, że płacz nie ustawał.
Wiem, że to co zrobiłam było wścibskie, ale nie znoszę gdy jakieś dziecko jest smutne czy płacze.
Pobiegłam na górę i znalazłam pokój ,w którym Louis próbował uspokoić swoją córeczkę. Musze przyznać, że była na prawdę słodka. Odziedziczyła po tacie. Stop po raz drugi.
- Mogę? - zapytałam chcąc jakoś pomóc.
Tomlinson niepewnie przekazał mi na ręce dziewczynkę i złapał się za głowę.
- Już ciii...- szeptałam spokojnie na jej ucho i kołysałam ją lekko, gdy ta zaczęła się uspokajać.
Po paru minutach płacz ustał, a Charlie - bo chyba tak miała na imię - zaczęła się śmiać, co było wynikiem moich łaskotek.
- To niesamowite...- usłyszałam głos ojca. - tak szybko uspokajała się tylko przy...
Nie dokończył, ale ja wiedziałam co chciał powiedzieć. Teraz odezwała się dziewczynka.
- Tatusiu, cy to nowa ciocia? - zapytała mała.
- Tak, skarbie. To ciocia Jenna. - pogłaskał ją po włosach i uśmiechnął się do mnie.
- Jeeeej! Kocham Cię ciociu! - zrobiło mi się ciepło na sercu gdy usłyszałam te słowa.
- Czyli mam tę pracę? - zapytałam radośnie.
- Jak widać - pokiwał głową w naszą stronę. Zapomniałam, że ciągle mam ją na rękach. Mała zeszła na ziemię i zaczęła bawić się zabawkami, gdy Louis poprosił mnie, abym zeszła z nim na dół.
- Jenna... - zaczął - jeszcze żadnej opiekunce nie udało jej się tak szybko zaprzyjaźnić z Charlie. Podziwiam Cię. - uśmiech wtargnął na moje usta. - Ale nie to chcę Ci powiedzieć. Słuchaj...pewnie wiesz, że moja żona zmarła. Kochałem ją nad życie i teraz serio ciężko mi się pozbierać. Nie radzę sobie z Charlie. - przyznał ze smutkiem. - Proszę, zajmuj się nią najlepiej jak potrafisz. Chcę, żeby była szczęśliwa. Liczę na Ciebie. Jeśli chodzi o pieniądze...dam Ci tyle na ile zasłużysz. A wiem, że zasłużysz bardzo. Wiem to...widziałem co przed chwilą się stało. - wstał z miejsca
- Nie zawiodę Cię Louis. - potwierdziłam jego słowa, również wstając i nieświadoma tego co robię, przytuliłam go. To co mnie zdziwiło to to, że nie odepchnął mnie, a przyciągnął bliżej.
- Muszę już iść. Od kiedy mam zacząć? - zapytałam z lekkim uśmiechem.
- Bądź jutro o 10. - odwzajemnił uśmiech i odprowadził mnie do drzwi.
Teraz nie mogę zawieść już dwóch osób...
__________________________________________________________________________
Hejka!
Pierwszy rozdział dodałam zaraz po prologu, żebyście długo nie czekali (piszę tak jakby ktoś to czytał pfff) A teraz chciałabym wiedzieć kto czyta mojego bloga :) Mogę liczyć na jakieś komentarze? Dajcie znać zwykłą kropką, albo literką, że czytacie i jest sens pisać. Nie wiem czy mam pisać dalej....
Pozdrawiam! xx.
Ja czytam :D Fajnie się zapowiada :D
OdpowiedzUsuń