piątek, 31 października 2014

Rozdział 8 cz. II

Szłam uliczkami miasta prawie, że sprintem. Powiedzieć Louisowi? Co mam do cholery robić? Pewne jest jedno. Na  pewno nie pokażę tego mamie. Nie wiem co ona przede mną ukrywa, ale zdecydowanie jest to coś poważnego. Bardzo.
Przez zamyślenie przegapiłam właściwą furtkę i musiałam wrócić parę kroków. Ta była otwarta, tak więc weszłam na posiadłość 24-latka. To co mnie zdziwiło to to, że drzwi także nie były zamknięte.
Może coś się stało?
Wątpię, ale zawsze warto być czujnym. Ostrożnie i po cichu przekroczyłam próg mieszkania. Już z holu mogłam usłyszeć głośne, męskie rozmowy. Na początku zdziwił mnie ten fakt, lecz po krótkim zastanowieniu doszłam do wniosku, iż są tu obecni przyjaciele Tomlinsona. Nie powiem trochę mnie to speszyło. Zdjęłam płaszcz oraz buty i pomaszerowałam na górę, gdzie prawdopodobnie przesiadywali goście wraz z Louisem. Jedno pytanie. Dlaczego nie idzie do pracy?
Nieśmiało wkroczyłam do pomieszczenia, gdzie znajdował się właściciel willi, a znim czterech innych chłopaków.
Czy to Bieg okolicznoście, że wszyscy są nieziemnsko przystojni?
O czym ja myślę?
- Jenn! Rany, już trzynasta? Wchodź tu. - zaśmiał się nerwowo.
- Um...ta, dzięki. Gdzie jest Charlie? - udawałam, że nadgorliwe spojrzenia wcale nie są niekomfortowe.
- Jest u mojej mamy. W zasadzie chciałem, żebyś dzisiaj przyszłam, abym mógł poznać Cię wreszcie z chłopakami. - uśmiechnął się w moją stronę a następnie jego kumpli.
- Och...- kiwnęłam. Tylko tyle byłam w stanie zrobić. Zawsze byłam strasznie nieśmiała. Nagle zupełnie zapomniałam przez stres o tym, co dziś się stało.
- Tak więc.... - odwróciłam się w stronę młodego z wyglądu chłopaka o blond włosach, który wstał ze swojego miejsca na łóżku jako pierwszy - Jestem Niall. - wyciągnął swoją dłoń ku mnie.
- Um...Jenna. - uniosłam wstydliwie moje kąciki ust ku górze. Musiał być irlandczykiem, ponieważ doskonale znałam ten akcent. Mam rodzinę w Irlandii.
Reszta również mi się przedstawiła. Byli to:
Zayn - mulat o kruczoczarnych głosach
Liam - bardzo sympatycznie wyglądający chłopak oraz Harry- brunet z burzą włosów na głowie.
- Może przejdziemy do salonu? - zaproponował Liam
Tak też uczyniliśmy. Rozsiedliśmy się na sofie i fotelach. Muszę powiedzieć, iż szybko atmosfera rozluźniła się. Prawie bez przerwy się śmiałam. Jednak ten miły nastrój nie trwał długo.
- Jenna. - zwrócił się do mnie Louis, na co obróciłam do niego głowę. - Pamiętasz gdy mówiłem Ci o Chrisie? Tym, który...
- Tak. - nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Uh...chłopaki nie przyszli tutaj tylko po to, aby Cię poznać. Są tu też dlatego, że...pracowaliśmy nad znaleziem go razem ze mną, mówiłem Ci o tym. - potakiwałam, słuchając. - Namierzyliśmy go. W naszym mieście. On wrócił, Jenn.
Zamarłam.
Człowiek, który zabił kogoś, kogo Louis kochał nad życie, wrócił. Wrócił i z całą pewnością znów zaatakuje
- C-co zamierzacie zrobić? - spojrzałam na resztę.
- To nie koniec. - kontynuował, po czym westchnął. - Wiemy...wiemy, że to on jest odpowiedzialny za opróżnienie sejfu.
- Co?!
- Jest specjalistą w tych sprawach i ukartował wszystko tak, aby wszycy, którzy będą blisko Louisa nie mieli życia. I żeby przeważnie cierpieli. Padło na Twoją mamęi Ciebie. - odezwał się Zayn
- Ale...- nie mogłam uwierzyć w te słowa. Wrobił moją matkę w kradzież tylko dlatego, że pracuję jako opiekunka w domu jego wroga? To chore. Psychiczne! - Dziś kiedy wstałam, słyszałam jak mama rozmawiałam z kimś przez telefon. Kłócili się o to, że ten ktoś miał nic nie mówić, a gdy wychodziłam z domu znalazłam na schodach kartkę z napisem "Nie skończyliśmy".
- Cholera, to ważne. Musisz zdecydowanie pogadać o tym z mamą. - tym razem to Harry zabrał głos.
- Myślicie, że ten cały Chris krył wcześniej moją mamę przed policją i szefostwem? Ona naprawdę ukradła te pieniądze? - opadłam bezsilnie z powrotem na fotel.
- Na to wygląda. Przykro nam. - odrzekł Harry.
Chwilę ciszy przerwał głos Nialla.
- Chłopaki, chyba pora na nas. - westchnął. - Będziemy robić wszystko, żeby tylko ten kutas dostał to na co zasłużył. - uśmiechnął się słabo, na co reszta pokiwała z potwierdzeniem głowami.
Po ich wyjściu zostałam sama z Louisem. Co teraz? Mam mu się wypłakać na ramieniu, bo moja własna matka nie powiedziała mi w co się wkopała? Słaby pomysł. Usiadłam na kanapie, która była teraz wolna, ponieważ wcześniej siedzieliśmy na fotelach. Schowałam twarz w dłoniach i nie odzywałam się. Po chwili poczułam jak sofa ugina się pod ciężarem drugiego ciała.
- Posłuchaj. - chłopak zdjął moje ręce z twarzy i chwycił je w swoje.- Jestem przy Tobie. Ja też dużo przeżyłem i wiem jak to jest. - spojrzałam w jego prawie że szare tęczówki i próbowałam nie zatonąć w nich. - Jenna, ja chcę Cię chronić. Odkąd pojawiłaś się tu prawie trzy miesiące temu, znów potrafię się szczerze uśmiechnąć, zaśmiać. Chcę Ci pomagać tak bardzo, jak Ty pomagasz mi.
To chyba najpiękniejsza rzecz jaką ktoś kiedykolwiek mi wyznał.
Potem poczułam tylko jego delikatne wargi na swoich.


~ Przeczytałeś/łaś zostaw komentarz x.




2 komentarze:

  1. Ok.... Kircia ochłoń.
    Za dużo na jeden rozdał.
    Łat de fak ?!
    Ten skurwysyn znowu, rlly ?!
    Mmmm, kiss, kiss to ja rozumiem ^^
    Pisz x
    Kira x

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na nexta super rozdział Dominika :*

    OdpowiedzUsuń