wtorek, 16 grudnia 2014

.

Dobra, słuchajcie;
Wiem, że zawalam bloga (nie tylko tego), wiem, że chociaż mało osób to czyta, to jesteście tu i ja to wiem. Niestety - mamy okres świąteczny czyli parę ostatnich tygodni ( teraz już tydzień) kiedy przynajmniej ja mam 1926361810 kartkówek, sprawdzianów, odpowiedzi ustnych, których mam serio dużo bo jestem na rozszerzonym angielskim, a do tego mam treningi. Uwieżcie, że wychodzę z domu o 7:30, a wracam o 17 i mam wtedy dosyć. Tak jak mówiłam; jest okres, gdzie wszyscy również szaleją po sklepach w tym niestety też ja.
Jednak obiecuje, iż przez te kilka tygodni wolnego pojawią się rozdziały, dłuższe, ciekawsze. Narazie muszę poprawić biologię, z której mam zagrożenie i inne przedmioty, nad którymi ubolewam. Tak czy inaczej- dalej prowadzę tego bloga i mam nadzieję, że wy go czytacie.

Enjoy x

piątek, 31 października 2014

Rozdział 8 cz. II

Szłam uliczkami miasta prawie, że sprintem. Powiedzieć Louisowi? Co mam do cholery robić? Pewne jest jedno. Na  pewno nie pokażę tego mamie. Nie wiem co ona przede mną ukrywa, ale zdecydowanie jest to coś poważnego. Bardzo.
Przez zamyślenie przegapiłam właściwą furtkę i musiałam wrócić parę kroków. Ta była otwarta, tak więc weszłam na posiadłość 24-latka. To co mnie zdziwiło to to, że drzwi także nie były zamknięte.
Może coś się stało?
Wątpię, ale zawsze warto być czujnym. Ostrożnie i po cichu przekroczyłam próg mieszkania. Już z holu mogłam usłyszeć głośne, męskie rozmowy. Na początku zdziwił mnie ten fakt, lecz po krótkim zastanowieniu doszłam do wniosku, iż są tu obecni przyjaciele Tomlinsona. Nie powiem trochę mnie to speszyło. Zdjęłam płaszcz oraz buty i pomaszerowałam na górę, gdzie prawdopodobnie przesiadywali goście wraz z Louisem. Jedno pytanie. Dlaczego nie idzie do pracy?
Nieśmiało wkroczyłam do pomieszczenia, gdzie znajdował się właściciel willi, a znim czterech innych chłopaków.
Czy to Bieg okolicznoście, że wszyscy są nieziemnsko przystojni?
O czym ja myślę?
- Jenn! Rany, już trzynasta? Wchodź tu. - zaśmiał się nerwowo.
- Um...ta, dzięki. Gdzie jest Charlie? - udawałam, że nadgorliwe spojrzenia wcale nie są niekomfortowe.
- Jest u mojej mamy. W zasadzie chciałem, żebyś dzisiaj przyszłam, abym mógł poznać Cię wreszcie z chłopakami. - uśmiechnął się w moją stronę a następnie jego kumpli.
- Och...- kiwnęłam. Tylko tyle byłam w stanie zrobić. Zawsze byłam strasznie nieśmiała. Nagle zupełnie zapomniałam przez stres o tym, co dziś się stało.
- Tak więc.... - odwróciłam się w stronę młodego z wyglądu chłopaka o blond włosach, który wstał ze swojego miejsca na łóżku jako pierwszy - Jestem Niall. - wyciągnął swoją dłoń ku mnie.
- Um...Jenna. - uniosłam wstydliwie moje kąciki ust ku górze. Musiał być irlandczykiem, ponieważ doskonale znałam ten akcent. Mam rodzinę w Irlandii.
Reszta również mi się przedstawiła. Byli to:
Zayn - mulat o kruczoczarnych głosach
Liam - bardzo sympatycznie wyglądający chłopak oraz Harry- brunet z burzą włosów na głowie.
- Może przejdziemy do salonu? - zaproponował Liam
Tak też uczyniliśmy. Rozsiedliśmy się na sofie i fotelach. Muszę powiedzieć, iż szybko atmosfera rozluźniła się. Prawie bez przerwy się śmiałam. Jednak ten miły nastrój nie trwał długo.
- Jenna. - zwrócił się do mnie Louis, na co obróciłam do niego głowę. - Pamiętasz gdy mówiłem Ci o Chrisie? Tym, który...
- Tak. - nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Uh...chłopaki nie przyszli tutaj tylko po to, aby Cię poznać. Są tu też dlatego, że...pracowaliśmy nad znaleziem go razem ze mną, mówiłem Ci o tym. - potakiwałam, słuchając. - Namierzyliśmy go. W naszym mieście. On wrócił, Jenn.
Zamarłam.
Człowiek, który zabił kogoś, kogo Louis kochał nad życie, wrócił. Wrócił i z całą pewnością znów zaatakuje
- C-co zamierzacie zrobić? - spojrzałam na resztę.
- To nie koniec. - kontynuował, po czym westchnął. - Wiemy...wiemy, że to on jest odpowiedzialny za opróżnienie sejfu.
- Co?!
- Jest specjalistą w tych sprawach i ukartował wszystko tak, aby wszycy, którzy będą blisko Louisa nie mieli życia. I żeby przeważnie cierpieli. Padło na Twoją mamęi Ciebie. - odezwał się Zayn
- Ale...- nie mogłam uwierzyć w te słowa. Wrobił moją matkę w kradzież tylko dlatego, że pracuję jako opiekunka w domu jego wroga? To chore. Psychiczne! - Dziś kiedy wstałam, słyszałam jak mama rozmawiałam z kimś przez telefon. Kłócili się o to, że ten ktoś miał nic nie mówić, a gdy wychodziłam z domu znalazłam na schodach kartkę z napisem "Nie skończyliśmy".
- Cholera, to ważne. Musisz zdecydowanie pogadać o tym z mamą. - tym razem to Harry zabrał głos.
- Myślicie, że ten cały Chris krył wcześniej moją mamę przed policją i szefostwem? Ona naprawdę ukradła te pieniądze? - opadłam bezsilnie z powrotem na fotel.
- Na to wygląda. Przykro nam. - odrzekł Harry.
Chwilę ciszy przerwał głos Nialla.
- Chłopaki, chyba pora na nas. - westchnął. - Będziemy robić wszystko, żeby tylko ten kutas dostał to na co zasłużył. - uśmiechnął się słabo, na co reszta pokiwała z potwierdzeniem głowami.
Po ich wyjściu zostałam sama z Louisem. Co teraz? Mam mu się wypłakać na ramieniu, bo moja własna matka nie powiedziała mi w co się wkopała? Słaby pomysł. Usiadłam na kanapie, która była teraz wolna, ponieważ wcześniej siedzieliśmy na fotelach. Schowałam twarz w dłoniach i nie odzywałam się. Po chwili poczułam jak sofa ugina się pod ciężarem drugiego ciała.
- Posłuchaj. - chłopak zdjął moje ręce z twarzy i chwycił je w swoje.- Jestem przy Tobie. Ja też dużo przeżyłem i wiem jak to jest. - spojrzałam w jego prawie że szare tęczówki i próbowałam nie zatonąć w nich. - Jenna, ja chcę Cię chronić. Odkąd pojawiłaś się tu prawie trzy miesiące temu, znów potrafię się szczerze uśmiechnąć, zaśmiać. Chcę Ci pomagać tak bardzo, jak Ty pomagasz mi.
To chyba najpiękniejsza rzecz jaką ktoś kiedykolwiek mi wyznał.
Potem poczułam tylko jego delikatne wargi na swoich.


~ Przeczytałeś/łaś zostaw komentarz x.




środa, 29 października 2014

Rozdział 8 część I

~ Przeczytaj proszę notkę

                                        

                                                                                                         /Jenna's POV\
- To ja dziękuję - odpowiedział
Jeszcze raz się uśmiechnęłam i wyszłam z jego samochodu. Gdy znalazłam się przy drzwiach, usłyszałam oddalające się BMW. Zdecydowanie nie miałam zamiaru tak późno wracać do domu, szczególnie ze względu na mamę, ale po prostu misiałam wygadać się Louisowi. Nasze relacje są dziwne. Niby jest tylko moim szefem, ale przez prawie dwa miesiące mojej pracy w jego domu, przy Charlie mogę spokojnie powiedzieć, iż zaprzyjaźniliśmy się. Nawet jesteśmy ze sobą bardzo blisko, czuję, że mogę mu powiedzieć o wszystkim. Jego wsparcie bardzo mi dzisiaj pomogło. Kiedy patrzę na jego idealne rysy twarzy i widzę jego uśmiech, od razu jest mi lepiej. Te niebieskie oczy z domieszką zielonego są czystym pocieszeniem dla kogoś w takiej sytuacji jak ja...i chwila dlaczego ja po prostu nie wejdę do domu, tylkoschodach tym jakie Louis ma oczy?
Bo ma piękne oczy
No tak, ale...
Dobra, stop. Ogarnij się Jenna, dziewczyno.
Weszłam do środka i rozebrałam buty oraz płaszcz. Skierowałam się prosto do salonu, zobaczyć czy mama już śpi.
Wszystkie światła były zgaszone z czego wywnioskowałam, że leży już w łóżku. Cieszyłam się z tego, ponieważ mogę w końcu przemyśleć parę spraw.
Ukierunkowałam się do łazienki, gdzie zdjęłam ubrania i odkręcając kurek, pozwoliłam strumieniom gorącej wody spłynąc na moje zestresowane ciało i zmywając z niego tylko niektóre rzeczy, które zaprzątały moją głowę, przy okazji trochę je rozluźniając. Chwyciłam w dłonie mój cynamonowy żel pod prysznic i rozlewając go na nie, rozsmarowałam na skórze.
Umyłam także dokładnie moje blond włosy, a gdy cała byłam już odświeżona, wyszłam z kabiny. Owinęłam się ręcznikiem robiąc to samo z włosami. Udałam się do mojego pokoju, aby ubrać na siebie piżamę. Wchodząc, nie zamykałam za sobą drzwi. Otwarłam szafę, w poszukiwaniu ciepłego zestawu, który mogłabym na siebie włożyć w tą wyjątkowo zimną noc.
Po zastanowieniu się wybrałam wełnianą, długą koszulę nocną, a do tego ocieplane, czarne legginsy do spania.
Założyłam ów rzeczy oraz kapcie na siebie i wróciłam do łazienki, by wysuszyć głowę.
Podłączyłam suszarkę do prądu, zaczęłam suszyć włosy, rozczesując je przy tym. Nie zajęło mi to więcej niż jakieś dziesięć minut. Ponownie udałam się do pokoju. Wdrapałam się na łóżko, przykrywając zmarznięte ciało pościelą. Zebrałam wcześniej telefon z komody, dlatego mogłam sprawdzić godzinę. 01:12. Matko, kiedy?
Mimo późnej pory, postanowiłam dla lepszego snu pomyśleć nad pewnymi sprawami.
Może na przykład szkoła. Jestem w liceum. W zasadzie dawno powinnam już składać podania na studia, które planowałam jeszcze parę lat temu. Teraz praktycznie w ogóle nie chodzę na zajęcia. To przez to, że rodzice się rozwiedli. Mama straciła pracę. To ja muszę jak na moment teraźniejszy zarabiać. Przynajmniej dopóki mama nie znajdzie czegoś. Za tydzień kończę 18 lat. Wtedy nie będzie już żadnego problemu.
Tak sądzę.
Druga rzecz po szkole, to sprawa sejfu i oskarżenia skierowane na niewinną osobę.
Kto mógłby być tak bardzo nieludzkim i zrobić takie świństwo kobiecie, która nie ma z tym nic wspólnego?
Pustka.                                                
To pewnie nikt kto uwielbia mamę.
Chyba, że tu chodzi o mnie.
Nie...nie, to niemożkiwe. Nikomu przecież nie zawiniłam.
Widocznie jestem już bardzo zmęczona. Po prostu pójdę już spać.

                                                                                 *Następny dzień, godzina 9:43*
Rano, przecierałam oczy schodząc akurat po schodach na dół, gdyż mój żołądek rozpaczliwie domagał się jedzenia.
Byłam prawie w połowie drogi po kręconych, długich schodach, prawie z nich spadając, gdy usłyszałam rozmowę. Domyśliłam się oczywiście, że to moja mama z kimś rozmawia, stwierdziłam, iż nie jest to pewnie jakaś bardzo ważna konwersacja, więc ruszyłam dalej. Jednak po chwili znów ustałam kroku. Albowiem słowa wypowiedziane przez rodzicielkę nieco mnie zaniepokoiły.
- Dlaczego? Dlaczego mi to robisz? Mam na utrzymaniu córkę. - co do... - Przecież obiecałeś, że nikt się nie dowie. - przerwa. - Nie zrobię tego!
Cisza. Nastała cisza.
Nagle kobieta prawdopodobnie zaczęła zmierzać ku salonowi, dlatego też szybko zmieniłam kierunek i cichutko pobiegłam z powrotem na piętro. Kiedy znalazłam się w swoim pokoju, usiadłam cieżko na łóżko. O co chodziło? Nie rozumiem. Przecież mama mówiła, że nie ma z tym nic wspólnego. W takim razie, z kim się kłóciła i co przede mną ukrywa?
Tego nie wiem. Wiem, że dzieje się tu ostatnio coś złego, co niszczy ją wewnątrz jak i zewnątrz. Przestała praktycznie o siebie dbać. Wychodzi z domu tylko gdy jestem u Louisa, a ona potrzebuje czegoś do kuchni. W zasadzie cały dzień przesiaduje właśnie tam.
Martwię się, ale nie wiem co mam robić. Jest już prawie 11, a ja dalej nic nie jadłam. Schodzę.
- Dzień Dobry. - odezwałam się pierwsza, udając, że nic się wcześniej nie wydarzyło.
- Witaj, słonko. Zrobiłam Ci grzanki z dżemem. Takie jak lubisz, czyli lekko przypalone. - zaśmiała się, lecz wyczułam, iż wymuszała to wszystko. Postanowiłam jednak "udawać głupią".
- Dziękuję - uśmiechnęłam się równie sztucznie.
Nie chciałam długo siedzieć w pomieszczeniu z osobą, która zdecydowanie ma tajemnicę i nie ufa mi zbytnio, aby mi ją wyjawić, więc zaraz po zjedzeniu śniadania podreptałam na górę, przygotować się do wyjścia. To wszystko nie oznacza, że nie mam dzisiaj pracy na głowie. Uczyniłam toaletę poranną, to jest: prysznic, makijaż, fryzura i oczywiście później ubrałam się zgodnie z pogodą za oknem. Postanowiłam ogarnąć troszkę moją oazę, która wyglądała teraz jak po III wojnie światowej. Myślałam, że nie zajęlo mi to dużo czasu, jednak kiedy spojrzałam na zegarek, zamarłam, ponieważ widniała na nim godzina 12:34, co oznaczało, że zaraz spóźnię się do pracy. Spakowałam prędko wszystkie potrzebne rzeczy do torebki i ruszyłam do holu. Założyłam mój kochany płaszcz oraz buty. Dodatkowo schiwałam czapkę do torby, bo wieczorem ma być strasznie zimno, a nie chcę zostać teraz uziemiona przez katar w domu. Rzuciłam krótkie "Cześć" w stronę kuchni, po czym opuściłam dom.
Prawie się zabiłam poślizgując na czymś gładkim. Spojrzałam w dół i ujrzałam małą karteczkę. Bez zastanowienia podniosłam ją. Zaparło mi dech w piersiach.

Jeszcze nie skończyliśmy.
                                                            C.W
Co to ma znaczyć?! Kto to tu zostawił?! Pośpiesznie schowałam kawałek papieru do kieszeni płaszcza i rozglądając się do okoła, zaczęłam zmierzać ku furtce.

-------------------------------------------------------------------------------
                                                                                  Hejka naklejka
BUUUU ROZDZIAŁU NIE BYŁO MIESIĄC!
1. TAAAAAAAK, WIEM. ALE JA PO PROSTU NIE CZUJĘ, ŻE KTOŚ TO CZYTA. JA SIADAM SPECJALNIE DO PISANIA ROZDZIAŁU, POŚWIĘCAJĄC NAUKĘ, A TU CO?
1 KOMENTARZ. NIE ROZUMIEM. RAZ JEST 1 KOMENTARZ DRUGI RAZ 2 A INNYM RAZEM NAWET 3. NIE MAM POJĘCIA OD CZEGO TO ZALEŻY, ALE BEZ WASZYCH OPINI JA NIE MAM MOTYWACJI :(
2. OKAY, POTRZEBUJĘ WASZEJ OPINII. CZY ROZDZIAŁY MAJĄ POJAWIAĆ SIĘ CZĘŚCIEJ A KRÓTSZE CZY WOLICIE CZEKAĆ DŁUŻEJ A ŻEBY BYŁY DŁUŻSZE?
3. PPRZEPRASZAM ZA CAPSA ;P
4. ZA BŁĘDY TEŻ, PISZĘ NA TABLECIE :(
5. II CZĘŚĆ W PIĄTEK.
NO I MAM NADZIEJĘ ŻE SIĘ PODOBA.
K O M E N T U J C I E
*********************
A TERAZ WOWOWOWOOWWOOWOW!!!
TAK STRASZNIE DZIĘKUJĘ ZA PONAD 1000 WYŚWIETLEŃ! MEGA SIĘ CIESZĘ HAHAHAAHHA ❤
BYE MISIE xx

środa, 24 września 2014

Rozdział 7

Siedziałam na łóżeczku Charlie, podczas gdy ta bawiła się domkiem dla lalek. Łokcie miałam oparte na kolanach, a zaciśnięte w pięści dłonie na obu policzkach. Mała była zajęta swoimi rzeczami i nie potrzebowała na razie mojej pomocy, więc znów się zamyśliłam. Muszę koniecznie wyjaśnić tę sprawę z oskarżeniem mojej mamy. Nie pozwolę, aby niesprawiedliwie straciła pracę lub -co gorsza- poszła do więzienia.
Kto to zrobił?
Dlaczego?
Po co?
Dla kogo?

Jak?
Te pytania wciąż plątały mi się w głowie, a ja zawzięcie nie mogłam znaleźć rozwiązania. Czemu ktoś miałaby wrabiać uczciwą kobietę? Moją mamę.
Z zamyślenia wyrwał mnie głos dziewczynki.
- Ciociuu, mogem kakałko? - jej czka zabłyszczały.
- Pewnie, skarbie. Chodź ze mną na dół to zrobimy Ci kakałko - uśmiechnęłam się.
Wzięłam Charlie na ręce, żeby nie przedłużać schodzenia po schodach i ukierunkowałam nas do kuchni. Posadziłam dziewczynkę w krzesełku dla dzieci, a sama wzięłam się za robienie jej zachcianki.
- Tatuś ostatnio mówił ze psypominas mu mamusie - rozmarzyła się, a ja tylko zastygłam w miejscu.
Naprawdę mu ją przypominam? Wyglądamy zupełnie inaczej. - Mówił ze ona była taka sama! Miła, nieśmiała i drobna. - Jak te dziecko może tyle zapamiętać? Ma 4 latka, a pamięć słonia.
- To bardzo sympatyczne z jego strony. - powiedziałam.
- Skoda ze nie znałam mojej mamy. - zrobiła smutną minkę co spowodowało, że coś zakuło mnie w sercu. - Ale teras ty jesteś mojom mamusiom! - Jej słowa niesamowicie ocieplały moją duszę. Czułam się dzięki tej małej osóbce...wyjątkowo. Jest taka maleńka, a jednak sprawia, że często się uśmiecham. Chcę mieć taką w przyszłości.
Naprawdę uważała mnie za swoją mamę?
Nie, ona pewnie nie zna jeszcze dobrze znaczenia tego słowa. Jest przecież dzieckiem. Nie rozumie.
Posmutniałam trochę, ale cóż. Muszę się do tego przyzwyczaić.
Prawie spaliłam mleko, lecz w ostatniej chwili zdążyłam wyłączyć gaz. Moment później, Charlie już piła swoje upragnione kakao. Wypiła je tak łapczywie, że dostała czkawki, co oznaczało kolejną dawkę wody, aby ją  uspokoić. W tle grało radio, a gdy myślała, że nie patrzę, mała Tomlinson tańczyła w rytm muzyki
Nie zdziwiłam się, gdy zaczęła ziewać. Była godzina 16:30, czyli czas na drzemkę.

                                                                      *LOUIS*
- Jak Wam idzie? - spytałem Zayna i Liama pracujących przy nawigacji.
- Sygnał się polepszył, ale ciągle trudno coś wyszukać. - odpowiedział zmieszany Liam, na co pokiwałem zawiedziony głową. Stałem tam jeszcze chwilę z kubkiem czwartej dziś już kawy w ręce, zanim nie zostałem zawołany do gabinetu przez Nialla. Harry'ego dzisiaj nie było, bo pojechał z siostrą i rodzicami nad jakieś jezioro czy coś. Wszystko dziś szło powoli. Miałem wrócić wcześniej, ale jak widać nic z tego nie wyjdzie. Cholera...
- Co jest? - zapytałem wchodząc przez karmazynowe drzwi.
- Liam i Zayn coś znaleźli? - zapytał Niall kręcąc się na krześle.
- Nie. - odpowiedziałem oschle, czego nie zamierzałem.
- A ja owszem. - coś zawirowało we mnie na te słowa. Musiałem wyglądać jak paralityk, bo Horan zaśmiał się cicho. - Namierzyłem sygnał z GPS-a w samochodzie Chrisa.
- Stary, jesteś niezawodny. - poklepałem go radośnie po plecach. Uśmiechnęliśmy się do siebie, później wołając Zayna i Liama. Kiedy byliśmy już wszyscy razem, postanowiliśmy ułożyć plan działania. Postanowiliśmy, że jeśli sygnał z GPS jutro dalej będzie aktywny, wybierzemy się do miejsca pobytu White'a, a dokładniej Liverpoolu. Na razie wiemy tylko tyle. Wszystko zależy od naszego sprzętu i Nialla.
Kiedy wszystko ustaliliśmy było grubo po dziewiętnastej, a to znaczy, że nie wrócę na umówioną godzinę do domu. Wsiadłem do mojego BMW i ruszyłem z podjazdu mojego przyjaciela o blond włosach.
Podczas jazdy myślałem tylko czy z Charlie wszystko dobrze i czy Jenna nie jest zła. Nawet pomimo późnej godziny musi mi wytłumaczyć dlaczego tak dziwnie się dzisiaj zachowywała. Można mówić, że to nie należy do moich obowiązków, ale nie chcę, żeby czuła się przy mnie źle. Powiedziałem jej o wszystkim co we mnie siedziało i co do tego czasu wiedzieli tylko Zayn, Liam, Niall i Harry. Zamyślenie przerwał mi dźwięk przychodzącej wiadomości. Wyjąłem komórkę z trudem z tylnej kieszeni moich spodni z myślą, iż nadawcą jest Jenn. Pomyliłem się.
 
To chyba sen. Nie. Nie, nie, nie! To nie może być prawda. To nie może być kurewska prawda! Ten sukinsyn nie może wrócić! Prawie spowodowałbym wypadek, gdyby nie klakson samochodu za mną. Kurczowo chwyciłem kierownicy i zacisnąłem na niej pięści. 
Co to ma znaczyć?
"Mam teraz nie tylko Twoją kasę". Znowu kogoś zabił za pieniądze? 
Wreszcie znalazłem się pod moim garażem. Wysiadłem z auta i nie fatygując się, aby wjechać do środka, zostawiłem go na podjeździe. Zanim wszedłem do domu, postanowiłem odpisać. Pieprzyć to.

                                                   
Nie chciałem, żeby cokolwiek wyglądało podejrzanie, więc otworzyłem drzwi i znalazłem się w holu.
- Już jestem, przepraszam za spóźnienie, ale mieliśmy małe problemy! - krzyknąłem. Cholera, mam nadzieję, że nie obudziłem Charlie. Zupełnie zapomniałem, że może już spać.
Sygnał wiadomości. Zobaczmy co tym razem wymyślił.
 
Jaką dziewczyną? 
Zaraz.
Jenna?
Wpatrywałem się w ekran z szeroko otwartymi oczami, dopóki nie usłyszałem głosu.
- Louis? Ciszej, Charlie śpi. - powiedziała szeptem Rooney, kładąc palec na ustach i patrząc w stronę schodów. - Długo nie umiała zasnąć. Chciała, żeby tatuś ją przytulił. 
Cholera. 
Cholera.
Kurwa.
- Przepraszam. - dziewczyna tylko westchnęła i poszła do salonu.
Zdjąłem buty i poszedłem jej śladami. Usiadłem koło niej na kanapie. 
- Słuchaj. Naprawdę przepraszam, ale...
- Nie przepraszaj mnie. Rozumiem, że masz dużo pracy. Ale tu chodzi też o Twoją córkę. Musisz czasami wziąć wolne. Spędzić z nią czas. Louis...
- Ja wiem. Ale...to wszystko mnie przerasta. - zakryłem twarz dłońmi. Świetnie, zamiast spytać co ją gnębi, to ona użala się nade mną. 
Poczułem, że zostaję mocną przytulony. Przyciągnąłem blondynkę bliżej, zaciągając się jej zapachem.
Stop.
Zachowuję się jak ciota.
Totalna ciota.
Szybko się odsunąłem i wypuściłem powietrze z płuc. 
- Wiesz co? Masz rację. Biorę urlop od jutra do soboty. Ale pod jednym warunkiem. - Powiedziałem stanowczo. Jenna zdziwiła się. - Spędzisz ten tydzień razem z nami. - uśmiechnąłem się, a po chwili otrzymałem odpowiedź. 
- To będzie zaszczyt. 
Jeszcze chwilę patrzeliśmy na siebie, dopóki nie zabrałem głosu.
- A więc...co Cię dzisiaj męczyło? Obiecałem Ci, że Cię nie wypuszczę jeżeli mi nie powiesz.
Westchnęła.
- Moja mama. - Zaczęła. - Moja mama została oskarżona o kradzież pieniędzy z sejfu. 
"Teraz mam nie tylko Twoją kasę"
"Pogadaj ze swoją dziewczyną" 
Teraz już wiem o co mu chodziło. 
Błagam, powiedzcie, że Chris nie ukradł tej kasy. Zostawiłby odciski.
- Co? A jakieś dowody? - zapytałem zdenerwowany.
- Mają jej odciski palców. - Na jej słowa zalała mnie fala nagłego gorąca. Ten kutas specjalizuje się w takich numerach. Kurwa mać!
Przeze mnie wrobił jej matkę!
- Jenna... - pokręciłem głową. Nie mogę jej powiedzieć. Nie teraz. - Tak mi przykro.
Nawet nie zauważyłem kiedy z jej oczu zaczęły spływać łzy. Natychmiast zamknąłem ją w ramionach.
- Jest późno. Czy- czy możesz odwieść mnie do domu? - spytała ocierając ciecz.
- Oczywiście.
Droga do mieszkania Jenny nie zajęła długo, ponieważ nie było to szalenie daleko. 
Przynajmniej nie autem.
- Odprowadzić Cię do drzwi? 
- Nie, poradzę sobie - uśmiechnęła się. - Louis...
- Tak?
- Dziękuję. Za wszystko. 


 

_________________________________________________
Siemaneczko!
Na początek chciałabym tylko napisać, że piszę ten rozdział specjalnie dla Was, ponieważ mam masę nauki, sprawdziany i w ogóle w cholerę dużo roboty, ale postanowiła dodać dzisiaj rozdział, więc proszę...poświęćcie się i zostawcie komentarz na znak, że szanujecie moją pracę ;_;
PS. Dziękuję każdemo kto zostawia komentarz <3 Kocham Was <3
A teraz przejdźmy do samego rozdziału. Nie wyszedł tak jak planowałam, ale ujdzie. Mam nadzieję, że się podoba :) Zdecydowanie od tego rozdziału zaczynają się "Lenna's moments" więc ohoho :D <3
Zacznie się też akcja.
No to co mogę jeszcze powiedzieć :D Do następnego miśki! xx.







poniedziałek, 8 września 2014

Rozdział 6 2/2

   -Mamo! Wróciłam! - mój głos rozniósł się echem na cały dom. Nie otrzymując odpowiedzi, zmartwiona zdjęłam buty, płaszcz i ruszyłam przed siebie do salonu. Dzisiaj poniedziałek, co znaczy, że mama ma wolne i powinna być w domu. Kiedy zbliżyłam się do pokoju, mogłam usłyszeć coraz głośniejszy szloch. Szybko otworzyłam drzwi i ujrzałam mamę z zapłakanymi oczami leżącą na kanapie, a po całym pomieszczeniu porozwalane były rzeczy takie jak wazony, szklanki czy porcelana. Koło sofy walały się też zużyte chusteczki higieniczne. Natychmiast podbiegłam do rodzicielki, a w mojej głowie roiło się od powodów, dla których TO się stało.
- Jezu Chryste! Mamo, co się stało?! Ktoś Cię napadł, okradł? Co się tu stało?! - zadawałam pytanie za pytaniem, a jej wyraz twarzy wciąż się nie zmieniał. Był tak samo zamyślony jak przed chwilę, gdy weszłam. - Mamo, odpowiedz!
Poczekał jeszcze chwilę. W końcu postanowiłam załatwić to na spokojnie i usiadłam na skraju kremowego siedzenia. Zaczęłam głaskać mamę po włosach i przyglądałam się jej.
- Mamo...proszę Cię. Powiedz co się stało. - zmieniłam ton głosu na łagodniejszy niż wcześniej. Jednak tak też nie otrzymałam odpowiedzi. - Posłuchaj. Jeśli ktoś tu był by nas okraść i coś Ci zrobił, to pójdziemy na policję i zgłosimy to. Odzyskamy skradzione rzeczy, obiecuję. Mamy jeszcze trochę pieniędzy na prawnika. - kontynuowałam.
- Właśnie o to chodzi, że nie mamy. - moja opiekunka w końcu się odezwała.  Jak to nie mamy? - Nikt nas nie okradł. Wczoraj wezwali mnie do pracy, bo duża część pieniędzy z sejfu zniknęła i podejrzewają mnie o to, ponieważ wszyscy wiedzą, że mamy problemy finansowe. Myślą, że ukradłam te pieniądze, rozumiesz?! - Kobieta wybuchła płaczem chyba po raz setny z tego co mi się wydaje po jej wyjaśnieniu. Jestem okropnie oburzona. Przecież nie można od tak sobie zwalać winy na ludzi! Ugh! - Straciłam pracę, straciłam pieniądze, straciłam wszystko.
- Hola! Nie mają wystarczających dowodów na Ciebie! Muszą wszcząć jakieś śledztwo! - zaczęłam krzyczeć jak opętana. Najchętniej wykopałabym tego całego szefuńcia, który ma takie mądre stwierdzenie o sytuacji mojej mamy. Przecież kłopoty finansowe to nie dowód!
- Właśnie, że mają! M A J Ą! Wszędzie są moje odciski palców! - przybrałam pozycję siedzącą i dławiła się łzami. Opadłam bezsilna i totalnie zbita z tropu na koło niej.]
- A-ale jak? Przecież ty tego nie zrobiłaś? Prawda? - zapytałam z nutką niepokoju.
- Oczywiście, że nie! Sama nie mam pojęcia skąd one się tam wzięły! Nigdy w życiu tam nie bywałam!
- W takim razie, jak one się tam znalazły?! - wyrzuciłam ręce w górę.
- Nie mam pojęcia.

                                                                           ***
   Po dalszej rozmowie z mamą, trwającej prawie pół godziny, poszłam się przebrać do swojego pokoju. Wybrałam czarno-białe legginsy we wzorki i golf, dlatego, że na dworze jest coraz chłodniej z powodu kończącego się września i zaczynało boleć mnie gardło, a nie mam zamiaru znów być chora. Dobrałam do tego jeszcze mój ulubiony sweterek oraz botki. Mam już serdecznie dość obcasów. Włosy pozostawiłam spięte w wysoką kitkę. Zanim się obejrzałam, była już 12:15. Postanowiłam pojechać wcześniej i na spokojnie przywitać Charlie i jej babcię. Dziwne. Tej małej nie było tylko 2 dni, a ja czuję jakby nie było jej z tydzień. Strasznie zżyłam się z tą osóbką.
Pożegnałam się z dalej załamaną matką, wcześniej pytając czy na pewno mogę iść, chociaż nie miałam wyjścia Teraz to ja muszę nas utrzymać dopóki ta sprawa się nie wyjaśni. Chciałam się przejść, więc nie brałam samochodu, który oczywiście nie był mój tylko ojca. Zostawił mi go jako "przeprosiny". Pff.
   Całą drogę myślałam tylko nad jedną sprawą. Skąd na sejfie wzięły się odciski palców mojej mamy? Ktoś ją wrabia? A może faktycznie była tam, ale nie chce mi powiedzieć? Nie, nie, nie, nie! Wyrzuć to z głowy Jenn! Bonnie Grace Rooney nigdy nie ukradła by niczego. NICZEGO!

                                                                          ***
   Zadzwoniłam domofonem, który prawie natychmiastowo oddał mi dostęp do furtki. Kolejny raz przechodziłam pomiędzy lekko więdnącymi roślinami. Z dnia na dzień ich stan się pogarsza. Szkoda, bo wyglądają naprawdę pięknie. Drzwi były otwarte, dlatego nie musiałam pukać. Wolno weszłam do przedpokoju A.K.A holu.
- Witam - prawie od razu mogłam ujrzeć promieniującego radością Louisa. Nie powiem, widok jego uśmiechniętej twarzy jest zaraźliwy.
- Hej...-  Jednak teraz nie zbyt mi do śmiechu. Po tym, jak jego mina zrzedła na moją reakcję, zaczęła się seria pytań.
- Jenna? Coś się stało? - wyczułam troskę w jego głosie. Chwycił mój bark i leciutko po nim przejechał dłonią.
- N-nie. Ja...nie. - pokręciłam głową i wymusiłam uśmiech.
Po ściągnięciu butów wyminęłam go poszłam przygotować łóżeczko i wszystkie potrzebne inne rzeczy dla Charlie, która pewnie będzie zmęczona po podróży. Nie minęło 5 minut, kiedy usłyszał radosny krzyk dziewczynki i rozmowę Pani Tomlinson z jej synem. Stwierdziłam, iż nie będę niekulturalna i zejdę się przywitać.
Schodząc po schodach zauważyłam, że przerwała swoją opowieść jak to bardzo jej wnuczka uwielbia czekoladę, gdy mnie zobaczyła. Wydawało mi się, że patrzy na mnie z...niesmakiem? Coś mam na twarzy? Makijaż mi się rozmazał?
- Um...Dzień Dobry. Może mnie pani pamięta. Jestem Jenna Rooney, opiekunka Charlie. - wystawiłam przyjaźnie rękę do przodu. To co mnie zdziwiło to to, że kobieta przyjęła gest i potrząsnęła moją dłonią, lekko unosząc przy tym kąciki ust.
- Benita Tomlinson. Miło mi Cię poznać Jenno. - po naszym krótkim przywitaniu, z kuchni wybiegła Charlie ze słoikiem Nutelli w rączkach. Awww.
- Ciociaa! - upuściła szklany pojemnik, który na całe szczęście się nie strzaskał.
- Cześć kochanie! - przykucnęłam, aby przytulić się do dziewczynki. Ta chwyciła mnie za uszy (co mnie bawiło jak i troszkę bolało haha) i cmoknęła w policzek na co się uśmiechnęłam. Tym razem szczerze. Ona jest taka słodka. Miała na sobie różowy sweterek, opaskę na uszy, różowe, grube getry i świetne, dziecięce trampki.
W jedną dłoń chwyciłam jej, a w drugą słoik z czekoladowym ulubieńcem małej i podeszłam z powrotem do Pani Benity i Louisa.
   Po trwającej jeszcze zaledwie 10 minut gadce szmatce i pożegnaniu babci z Charlie, zostaliśmy znów we trójkę.
- Ja muszę powoli lecieć. Wrócę dzisiaj wcześniej i powiesz mi co się stało bo nie wypuszczę Cię stąd. Czy to jasne panno Rooney? - zakręcił zabawnie głową i popatrzał się na mnie spod lekkiego byka.
- Tak, panie Tomlinson. - nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- I tak ma być. - ucałował swoją córkę, a później mnie w policzek.
To było dobre
Tak, wiem.
Nie! Znaczy Nie!
- No mała, to zostałyśmy same.
__________________________________________________________
Siemandero xD
No to tak, PRZEPRASZAM (ZNOWU XD) że rozdział nie pojawił się wcześniej, ale gdyż ponieważ 
szkoła mnie wykańcza i w ogóle jak tylko wracam to idę spać, wstaję i tak w kółko ugh. 
Aaaa więc :D Jak WY myślicie? Mama Jenn została wrobiona? A może faktycznie dokonała kradzieży? Shippujecie Lou i Jennę? :D Piszcie w komentarzach! Czekam! ILY xx.
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
                                                       

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 6 1/2

   Po tym jak Louis wskazał mi łazienkę, dał ubrania i nakierował czego mogę użyć do - jak to nazwał - "damskiej pielęgnacji", zamknął za sobą drzwi, a ja przekręciłam zamek. Jedna z wielu jego łaźni (inaczej tego nie można nazwać, tam była nawet sauna!) pomalowana była na kolor biały, a na górze widniał szary pasek. Podłoga to zwykłe białe i kremowe kafelki. Wyposażenie oprócz sauny to wanna i prysznic. Dlatego, iż pomieszczenie znajduje się na samej górze, jest też okno. Po dokładnym obadaniu miejsca, w którym się mieszczę, pozbyłam się ubrań ze swojego ciała, składając je. Zadecydowałam, że wezmę szybki prysznic, aby zmyć z siebie te emocje po historii Tomlinsona, a za razem stres przed zapoznaniem się z jego znajomymi. To dziwne. Znamy się od nie całych dwóch miesięcy, a ja znam już jego przeszłość, czym naprawdę się zajmuje, byłam z nim na kolacji, a teraz dodatkowo poznam chłopaków, którzy z nim współpracują, chociaż nie wiem dlaczego i nocuję tutaj, bo nie chce, aby coś mi się stało. Myślę, że to po części dzięki Charlie tak się zbliżyliśmy. Gdyby nie ta mała osóbka, nie poznalibyśmy się. Potrząsając głową w lewo i w prawo, odgoniłam wszystkie myśli zaprzątające mój umysł i odkręciłam letnia wodę. Wzięłam do reki wcześniej zabrany ze sobą żel pod prysznic. Zamknęłam oczy, gdy woda oblewała mnie strumieniami, a później zaczęłam rozsmarowywać żel na ciele. Spędziłam tam chyba 15 minut, po czym wytarłam się oraz zawinęłam włosy i tułów w ręcznik. Kiedy dotarłam do półki z moim przebraniem na tę noc, zrzuciłam ręcznik i chwyciłam w ręce cienką, damską koszulę. Domyśliłam się, iż należała kiedyś do Eleanor. Pewnie nie wyrzucił jej rzeczy, żeby mieć pamiątkę. To było straszne chodzić w ciuchach zmarłej, ale równocześnie bardzo miłe, bo dał mi coś, co należała do osoby, którą kochał. Następnie nałożyłam dresowe spodenki, które były trochę przykrótkie. Podsuszyłam włosy i zostawiłam je rozpuszczone.
   Po skończonej toalecie zabrałam ze sobą swoje dzisiejsze odzienie i wyszłam z łazienki. Po drodze do pokoju gościnnego zajrzałam jeszcze do Louisa. Spał, tak jak myślałam. W końcu już późno. Zauważyłam,że zasnął nie wchodząc po kołdrę, więc po cichu weszłam do środka. Wzięłam koc i starając się go nie obudzić, przykryłam. Kiedy miałam już wychodzić usłyszałam głos.
- Jenn? To ty? - zapytał zaspanym głosem.
- Tak. Przepraszam, weszłam tylko sprawdzić czy śpisz. Nie chciałam Cię obudzić...- uśmiechnęłam się lekko, chociaż wiedziałam, że przez ciemność panująca w pokoju pewnie nie zauważył.
- Nic się nie stało. Zostaniesz? - w jednej chwili przeszły mnie ciarki. Zawahałam się chwilę, ale w pewnym sensie było mi go żal. Codziennie musiał spać sam. To nic takiego. Potowarzyszę mu tylko.
- Um...ok.
Ponownie podeszłam do łóżka i weszłam pod pierzynę, gdy tylko Louis się przesunął. Wcześniej nakryty przeze mnie koc spadł na podłogę, ale nie miałam już siły go podnieść. Ułożyłam się wygodnie utrzymując odpowiednią odległość między mną a chłopakiem. Nie potrwało to jednak długo, ponieważ przyciągnął mnie do swojej klatki piersiowej. O dziwo nie zaprotestowałam. Nie wiem czy dlatego, że byłam zbyt wykończona czy dlatego, że mi to nie przeszkadzało.
To drugie.
O nie, znowu Ty?
Nagle poczułam jego łaskoczący zarost na mojej odkrytej lewej łopatce.
- Pachniesz jak ona. - wymamrotał cicho, jednak tak bym mogła go usłyszeć.
To stwierdzenie zbiło mnie z tropu. To dobrze czy źle? Jest zły, że użyłam jej rzeczy?
Oczywiście, że nie. On za nią tęskni, a ty mu właśnie pomagasz.
Czyżby?
Moje myśli przerwał sen, który nadszedł znienacka.
 
                                                                           ***

   Po przebudzeniu, pierwsze co zwróciło moją uwagę to to, że Louis mocno mnie obejmował. Lekko się wzdrygnęłam. Najdelikatniej jak potrafiłam, wydostałam się z jego - bardzo wygodnego - uścisku i po cichutku jak myszka, wymknęłam się z pokoju po drodze zabierając swoje ubrania. Udałam się prosto do łazienki. Powtórzyłam wczorajszy prysznic, jednak starałam się nie zamoczyć mocno włosów. Wytarłam swoje ciało, przebrałam się w swoją odzież z dnia wczorajszego, a włosy związałam w wysoka kitkę.
To może bezczelne, ale doszukałam się kosmetyków, które należały sami wiecie do kogo i zrobiłam lekki makijaż. Poskładałam moją "piżamę" kładąc ja na półce po czym wyszłam z łazienki.
Postanowiłam zrobić na śniadanie naleśniki, gdyż na razie tylko to potrafię przyrządzić. Tak, mam 18 lat, zgadza się. Naszykowałam potrzebne naczynia i składniki. Musiałam się postarać, bo tym śniadaniem chciałam też podziękować chłopakowi za to, że mogłam tu przenocować.
    Za kilka minut danie było gotowe, więc rozłożyłam talerze i nałożyłam nam po trzy naleśniki. Dodatkowo znalazłam w lodówce syrop czekoladowy, którym polałam nasze śniadanie. Louis jeszcze nie wstał, dlatego postanowiłam pozmywać naczynia. Nie było problemu, ponieważ przygotowane przeze mnie jedzenie było jeszcze ciepłe. Gdy miałam już kończyć, poczułam dwie silne ręce na moich biodrach przez co podskoczyłam. Nie musiałam się chyba długo zastanawiać kto to.
- Louis! Przestraszyłeś mnie! - odwróciłam się do niego wycierając mokre ręce.
- Przepraszam - ukazał rząd białych zębów. Boże, te oczy.
- Uh...ja-przygotowałam śniadanie.
- Widzę, wygląda pysznie. - O matko, dopiero teraz zdążyłam zauważyć, że jest w samych bokserkach.
Cóż to za rumieniec?
Bez jaj, każdy by się zarumienił.
Zawtórowałam mu i także usiadłam na swoim miejscu. Rozpoczęliśmy jeść posiłek, a ja odetchnęłam z ulgą, bo naleśniki nie wyszły najgorzej. Wręcz to chyba najlepsze jakie kiedykolwiek zrobiłam.
- Nawet moja mama nie robi takich naleśników. - odezwał się z pełną buzią.
- Ja też nie, to wyjątek - uśmiechnęłam się na co Louis się zaśmiał.
Po spałaszowaniu posiłku, pozmywałam kolejne naczynia, a Tomlinson zdążył ubrać się za ten czas.
- O trzynastej przyjeżdża moja mama z Charlie. Chcesz iść do domu? - zadał mi pytanie.
- W zasadzie mogłabym iść się przebrać. Mam już dosyć tej sukienki.
- W porządku. W takim razie widzimy się o trzynastej. - posłał mi uśmiech, który odwzajemniłam.
Tak więc ruszyłam w stronę holu. Ubrałam moje buty, płaszcz. Wzięłam jeszcze moją kopertówkę i wyszłam z posiadłości Louisa.

______________________________________________
Siemka Pyśki :)
Na początek przepraszam, że rozdział nie pojawiał się tak długo. To wina braku weny :/
Tak więc to jest pierwsza część 6 rozdziału. Druga pojawi się koło środy-czwartku.
Jeszcze jednak sprawa. Chciałabym, żeby każdy kto to czyta skomentował. Nie musicie się rozpisywać. Zadowoli mnie nawet takie coś --> . <--. Mam nadzieję, że się podoba :) ILY <3
PS Nowy blog klikklikklik


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 5.

   Jego napinające się mięśnie mogłam zobaczyć przez materiał rękawów marynarki. Zacisnął szczękę oraz pięści. Po co go pytałaś ciekawska Maryno?!
Ja i mój wiecznie ciekawy wszystkiego charakter. Dobrze wiem, że cierpi na samo wspomnienie Eleanor, ale i tak muszę się pytać jak zmarła. Panie i Panowie, Jenna Rooney!
- Ona nie zachorowała. - powiedział cicho. - Możemy jechać do domu? Chyba faktycznie jest tu za elegancko. - wstał i zasunął krzesło
- Ale dopiero przyszliśmy... - zaczęłam
- Jedziesz ze mną czy wracasz pieszo?! - uniósł ton, przez co ludzie, którzy siedzieli najbliżej nas podnieśli na chwilę wzrok.
Zawsze musisz wszystko spieprzyć Rooney.
Słabo.
Szybko wstałam i bez słowa ruszyłam do wyjścia za Louisem. Szłam ze spuszczoną głową, aż do samego samochodu. Nie otwarł mi nawet drzwi. Wiem, że pewnie go w pewnym sensie uraziłam, ale fakt faktem. Nie musi się od razu zachowywać jak dupek. Wystarczyło powiedzieć, że nie chce o tym gadać.
Jasne. Dla Ciebie to wszystko takie proste. 
Ugh.
Czym lub kim jesteś irytujący głosiku?
Nową wersją mojej mamy?
Nie, to nie czas na żarty o mojej mamie.
Oczywiście całą drogę jechaliśmy w niekomfortowej ciszy. Nienawidzę.
Gdy Tomlinson zaparkował na podjeździe, koło dawnego garażu mojego ojca, rzuciłam krótkie "pa" i wysiadłam z jego BMW.
Kiedy byłam w połowie drogi do ciemnego i - jak się domyśliłam - pustego domu, zostałam zatrzymana przez mojego dzisiejszego towarzysza. Chwycił mój prawy nadgarstek i odwróciłam przodem do niego.
- Przepraszam. Po prostu nie lubię mówić o tym co się wtedy stało. Wybacz, ale na razie nie mogę Ci powiedzieć. N-nie wiem czy mogę-mogę Ci zaufać. Pewnie gdybyś się dowiedziała... - urwał swoją wypowiedź.
- Nie ufasz mi? - Tylko to byłam teraz w stanie odtworzyć w mojej głowie.
- To nie tak, że nie mam do Ciebie zaufania! Ja...boję się. Boję się, że gdy się dowiesz to się przerazisz.
- Znamy się prawie dwa miesiące! Może to nie tak szalenie dużo, ale ja zdążyłam Ci zaufać! Myślałam...myślałam, że oboje sobie ufamy! Pomagamy sobie nawzajem! Niby czego miałabym się przestraszyć?! Przecież nie zostawię Cię tak nagle!
- Tego nie wiesz...
- Wiem. - pokiwałam głową na znak, że rozumiem co mówię.
Louis wypuścił powietrze z ust i zamknął oczy.
- Dobrze. Powiem Ci. - Lekko ucieszyłam się w duszy. Może jednak mi ufa? - Ale jedziemy do mnie.

                                                                           ***
     Kiedy siedzieliśmy na kanapie w salonie byłam gotowa usłyszeć prawdę o jego żonie.
- Po pierwsze: Jeżeli Ci powiem, zostaje to między nami. Nikomu nie mówisz. NIKOMU. - Pokiwałam głową na znak, że się zgadzam. - Po drugie: Obiecaj, że nie uciekniesz, nie zwolnisz się i nie będziesz się niczego bała. - trochę się zdziwiłam. To aż tak przerażające? Powtórzyłam jednak ruch i znów kiwnęłam głową.
Wdech, wydech i zaczął.
- A więc...ona...Eleanor, pewnego dnia pokłóciliśmy się. Ona miała dość mojej pracy i tego, że prawie cały dzień nie ma mnie w domu, a ja, że ciągle jej coś nie pasuje. Wyszła z domu o godzinie trzynastej i długo nie wracała. Ale dopiero po dwudziestej czwartej zacząłem się niepokoić. Dzwoniłem do jej przyjaciółek, dziewczyn moich kumpli, a nawet do jej matki. Nikt nic nie wiedział. W końcu dostałem sms-a, który załamał mnie na całej linii. Był od chłopaka, którego Eleanor zostawił w zasadzie dla mnie. Wiedziałem tylko, że wpadł w szał kiedy zaczęła się ze mną spotykać. Chris. Napisał, że mogę pożegnać się ze swoją ukochaną, jeśli nie dostanie na jutro na godzinę dwunastą, miliona funtów. - Byłam dosłownie zatopiona w jego opowieści. Ciekawiła, przerażała i smuciła mnie na raz. - Już wtedy nie brakowało mi pieniędzy, więc nie zastanawiałem się długo, ponieważ ona była moich całym światem. Nie wyobrażałem sobie życia bez niej.
      Na drugi dzień byłem równo o dwunastej w jego melinie na obrzeżach miasta. Dziwiło mnie, że nie wziął ze sobą swojej "bandy" - zrobił cudzysłów palcami w powietrzu. - Dotarłem do pomieszczenia, gdzie znajdowali się Chris i Eleanor. Chciałem się rozpłakać, kiedy zobaczyłem ją zapłakaną, przywiązaną do krzesła i z pistoletem przy skroni.

Louis' POV
Podczas mojego opowiadania, wróciła również ta cholerna retrospekcja. Powiedziałem jej mój najcięższy sekret. Co ze mną nie tak? Czuję, że pomimo krótkiego czasu znajomości, zaczynam do niej coś czuć. Nie tylko jest ładna, miła i zabawna, ale też Charlie ją uwielbia. Tak samo jak kochała Eleanor. Moją El...

-Masz kasę! Teraz oddaj mi moją żonę! - krzyknąłem z zaszklonymi oczami zaciskając pięści. Myślałem, że wszystko się ustatkuję. Akurat. 
-Ciebie tez miło widzieć Louisie. - pierdol się. - Czekaliśmy na Ciebie z Elcią, prawda skarbie? - zwrócił się do śmiertelnie przestraszonej dziewczyny. 
Patrzyłem na niego z obrzydzeniem. - Proszę, daj mi już pieniądze. 
-Najpierw Eleanor. - powiedziałem stanowczo. 
-Nie. Najpierw pieniądze. Nie ufasz mi? Kumplu? - chyba się zrzygam.
-Jesteś popierdolonym, zazdrosnym zgredem! Wypuść moją żonę ty skończony psychopato! - wybuchłem wreszcie. 
-Ranisz... - zrobił minę zbitego psa. Aktor marny. 
Rzuciłem torbę z milionem pod nogi tego kutasa. Nareszcie odkleił taśmę z ust El i odwiązał ją. Błyskawicznie znalazła się w moich ramionach. 
- Już dobrze skarbie. Jesteś bezpieczna. - powiedział jej do ucha.
- Nie wydaje mi się. - zauważyłem, że Chris celuje w nas bronią. Nie, nie, nie, nie, nie! - Ostatnie życzenie? - zapytał kpiąc. - Tak myślałem. - rzekł na brak odpowiedzi.
Gdy strzelił nie zdążyłem zareagować Eleanor zasłoniła mnie swoim ciałem, a kula trafił prosto w jej klatkę piersiową. Nie, kurwa! Nie! 
Upadła na podłogę, a Chris szybko zabrał pieniądze i wybiegł z meliny. Nawet nie próbowałem go zatrzymać. Po prostu krzyczałem, żeby Eleanor się obudziła, trzymając jej tracące temperaturę ciało w rękach.
To koniec.
Jej już nie ma.
Straciłem wszystko. 
Zostało jeszcze jedno - Charlie.

Jenna's POV
Nie mogłam kontrolować łez, które teraz samowładnie spływały po moich policzkach. Nigdy nie słyszałam czegoś tak chorego, a za razem totalnie smutnego. Louis schował twarz w dłoniach, a ja zakryłam ręką usta cicho łkając.
- A wiesz co jest najgorsze? - spytał łamiącym się głosem.
Pokręciłam przecząco głową, nie mogąc wydobyć z siebie nic.
- Że odeszła pokłócona ze mną. Gdyby wtedy nie wyszła...była by tu teraz. Żyła by. To moja wina! Wszystko to moja pieprzona wina, rozumiesz?!
- Co? Nie! Nie obwiniaj siebie! Jeśli on na nią polował, to prędzej czy później i tak to musiałoby się stać! Louis, to nie twoja wina! Eleanor na pewno Ci wybaczyła. Dalej mocno Cię kocha, tak?
- Sam nie wiem...to gówno! - Natychmiastowo przytuliłam chłopaka najmocniej i najczulej jak potrafiłam. Nie musiał się schylać, ponieważ wcześniej zmieniłam pozycję, klęcząc teraz na kolanach, przez co jesteśmy tego samego wzrostu. Schował twarz w zagłębieniu mojej szyi. Poczułam jego łzy. On płakał. Serce pękało mi na tysiąc kawałków.
- Myślałem, że będziesz przerażona i uciekniesz, a potem się zwolnisz. Dlatego nie chciałem Ci mówić. Wybacz. - powiedział, gdy odsunęliśmy się od siebie.
- Rozumiem. Ale ja taka nie jestem. Szczególnie teraz, kiedy wiem, co się stało, będę Cię wspierać. Dziękuję, że mi powiedziałeś. - uśmiechnęłam się lekko. - Ale powiedz mi jeszcze jedno. Czy ktoś jeszcze wie?
- Moi kumple. To oddzielna historia. - spuścił głowę.
- Posłucham. Jeśli oczywiści mogę wiedzieć. - zamrugałam kilkakrotnie.
- Po śmierci El, postanowiłem, że się zemszczę. Nie odpuściłem temu gnojowi.
Liam, Niall, Harry i Zayn pomagają mi go znaleźć. Tak na prawdę Eleanor zginęła rok temu. Dokładnie w lutym tamtego roku. Do stycznia tego roku Charlie zajmowała się moja teściowa. Potem stwierdziła, że już nie daje rady. I tak zacząłem szukać opiekunki.
Teraz oprócz pracy w firmie stryja, zajmuję się szukaniem Chrisa. A oni mi pomagają. Chcę go znaleźć i wytorturować aż zdechnie. - powiedział z obrzydzeniem.
Poniekąd go rozumiałam. Bez skrupułów zabił jego żonę. Osobę, którą kochał na życie. - Zawsze trzymamy się razem. Teraz głównie zajmujemy się namierzaniem tego skurwiela. - Więc teraz nie chodzi do firmy, tylko pracuje w tak jakby...gangu? Pociągające i straszne w jednym. - Chciałabyś-chciałabyś ich poznać?
Whoa. Takim gangsterom się nie odmawia, mała
Pfff. To mój szef i przyjaciel. Jaki gangster głupi umyśle?
Nie oszukuj się. Kręci Cię to jak cholera.
- Um-Ja-No-Nie wiem. - zająknęłam się.
- No dalej. Nie martw się. Są strasznymi dzieciakami. - zaśmiał się, czym dodał mi trochę otuchy.
- No dobrze...nie będzie. - uległam.
Nah, nic dziwnego. To Louis.
Zamknij się.
- Świetnie. - ukazał rząd białych zębów. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę jak radził sobie mniej więcej po śmierci Eleanor, gdy w pewnym momencie, kiedy opowiadałam o moich wtopach w podstawówce, nagle złączył nasze dłonie tak, że palce się przeplotły. Zaskoczył mnie, ale nie przerwałam mówić, ani się nie  wyrwałam. Tak minął wieczór. Niestety o godzinie dwudziestej trzeciej musiałam iść do domu, bo mama pewnie już jest i się martwi, ale oczywiście Louis powiedział, że o tej porze mnie nigdzie nie puści, więc ze zmęczenia nawet się nie sprzeciwiałam i tylko napisałam do niej wiadomość. Zostaję na noc u szefa. Normalny człowiek by mnie wyśmiał.



-------------------------------------------------------
Helo melo 3 2 0! haha
No to wróciłam :D A ze mną dłuższy rozdział.
Może dłuższy, ale ujmijmy, że jest znośny :(
I jak? Shippujecie Lennę? ;D Myślicie, że coś między nimi zaiskrzy? A może ktoś jeszcze nie powiedział całej prawdy?
Dobijecie do chociaż 2 komentarzy? Dla mnie? :) To mnie motywuje, a gdy komentuje ledwo jedna osoba to mam wrażenie, że to opowiadanie jest beznadziejne (bo pewnie jest).
ILYSM <3 Do następnego!
NOWE ROZDZIAŁY W KAŻDĄ NIEDZIELĘ!